Między pałami a brzegiem pucharu, czyli pierwszy mecz

Jeżeli pierwszy raz w życiu zasiadasz świadomie na trybunach stadionu piłkarskiego, a na murawie po meczu toczy się kilkudziesięciominutowa walka z użyciem desek, kamieni, armatek wodnych oraz koni, to ciekawie trafiłeś. Właśnie tak było w moim przypadku.

18 czerwca 1995 r. tata spełnił moje wielkie marzenie i w końcu zabrał mnie na mecz. Co prawda pierwszy raz na stadionie pojawiłem się w 1989 r., ale miałem wówczas 5 lat i jak już opisywałem - amnezja dziecięca zrobiła swoje. Czerwcowe popołudnie dwie dekady temu po raz pierwszy w pełni świadomie zasiadłem na trybunach stadionu piłkarskiego.

Na murawie wielka Legia, która za dwa miesiące awansowała do Ligi Mistrzów oraz zawsze niewygodny GKS Katowice. Na trybunach tata, brat i ja. Nie pchaliśmy się jednak na Żyletę. Kupiliśmy bilety i usiedliśmy na łuku od strony Kanałku Piaseczyńskiego. Z tego miejsca oglądaliśmy, jak "wojskowi" wygrywają 2-0 i zdobywają Puchar Polski. Wówczas jeszcze nie wiedziałem, że po meczu rozegrają się wydarzenia, które będą przewijały się przez kilka kibicowskich książek.


A na murawie po ostatnim gwizdku sędziego działo się naprawdę wiele. Siedziałem więc na trybunie i zafascynowany obserwowałem zmagania boiskowych herosów. W końcu atrakcje zdawały się już kończyć, więc postanowiliśmy zbierać się do domu. Przystanek autobusu był na Moście Łazienkowskim. Droga na skróty wiodła za Żyletą. Tamtędy więc poszliśmy.

Za ziemnym wałem, na którym była Żyleta, trwała jednak kolejna odsłona rywalizacji na linii kibice - policja. I tak przypadkiem trafiliśmy w centrum konkretnej nawalanki. Szala zwycięstwa przechylała się na stronę stróżów prawa, którzy przeszli do kontrofensywy. Policyjne pałki siekły niczym szlacheckie szable u Henryka Sienkiewicza. O ile w Trylogii mi się to podobało, to w czerwcowy wieczór na tyłach Żylety jako 10-letni chłopak miałem inne zdanie. Ostatecznie siłę policyjnej pałki poczuł tylko mój brat. Tata osłonił mnie własnym ciałem, a zamieszanie po kilkudziesięciu sekundach przeniosło się dalej.

Dla mnie było to jednak za dużo. Popłakałem się i powiedziałem, że nigdy więcej nie przyjdę już na mecz. Do domu poszliśmy pieszo. Widzieliśmy jak policja wyciąga kibiców z autobusów i znów rozpoczyna pałowanie. Jakoś nie mieliśmy na to ochoty.

W twardym postanowieniu "nigdy więcej nie pójdę na mecz" wytrwałem jeden dzień. O zamieszkach po meczu mówiło się wszędzie. Gdy w klasie wydało się, że byłem w centrum zamieszania, zostałem bohaterem. I w tym roku minęło 20 lat od kiedy regularnie pojawiam się na stadionach piłkarskich. 


Print Friendly and PDF

Tomasz Janus

Sportowy fanatyk, który łączy pasję kibicowania i uprawiania nauki. Nieustannie poszukuje odpowiedzi na pytanie jak działa świat sportu, nauki, kibiców i biznesu. Więcej
    Blogger Comment
    Facebook Comment