A my na tej wojnie... czyli wpis archiwalny

Płonąca raca - fot. Tomasz Janus / sportnaukowo.pl
Czasem warto sięgnąć do archiwum i przeczytać własny tekst sprzed kilku lat. Wraz z upływem czasu można zobaczyć, czy zmieniło się nasze postrzeganie danego tematu. Czy wyciągaliśmy złe wnioski i błędnie prognozowaliśmy przyszłość.

Tym razem trafiłem na mój tekst pt. A my na tej wojnie..., który ponad 4 lata temu opublikowałem w 9. numerze internetowego czasopisma "Magazyn Legioniści". Tak postrzegałem środowisko polskich kibiców w 2011 r. Czytając ten tekst w 2015 r., miałem wrażenie, że wiele tez jest aktualnych także dziś. Zachęcam do lektury całego artykuły.

A my na tej wojnie...

Walka z działaniami rządu, którą kibice podjęli w ostatnich tygodniach, nie jest dla nich niczym nowym. Fani od dawna należą do osób wyjątkowo niepokornych i niechętnych do narzucania im czegokolwiek siłą. Niedawna zamiana trybun w plaże jest tylko przykładem ich inwencji. 

Na próbie dopasowania kibiców do swoich oczekiwań zęby połamał sobie już nie jeden gigant biznesowy czy wielka firma, którzy uznali ich za grupę zwyczajnych klientów, a klub za typową firmę. Przy Łazienkowskiej najlepiej znany jest trwający blisko trzy lata konflikt fanów z właścicielem klubu, czyli Grupą ITI. Choć Leszek Miklas zaklinał rzeczywistość i mówił o niewielkiej grupce protestujących, to w końcu władze Legii musiały porozumieć się z kibicami. W innym wypadku zapełnienie trybun nowego stadionu byłoby zadaniem niemal niewykonalnym. Po podpisaniu porozumienia z rzekomo niewielką grupą, stadion odżył. Skąd w kibicach taka siła? 

Najprostszą odpowiedzią jest zwrócenie uwagi na  niedocenianie środowiska fanów przez szerokie kręgi społeczeństwa. W powszechnym przekonaniu kibic, a właściwie kibol, to bezmózg, którego celem jest bicie wszystkich i niszczenie wszystkiego. Mówiąc wprost – destrukcja wszystkiego, co znajdzie się pod ręką. Taki obraz kształtują media, a odbiorcy idą na skróty – nie silą się na sprawdzenie czy tak rzeczywiście jest, tylko wierzą bezkrytycznie w każde słowo. Trudno więc dziwić się, że dla wielu osób podstawowym orężem kibica jest szklana butelka i deska wyrwana ze stadionowej ławki. Nic to, że i jedno, i drugie na stadionie nie może pojawić się, bo zabraniają tego przepisy ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych. W końcu media wiedzą lepiej.

Na duży wpływ mediów w kształtowaniu wizerunku kibiców u zwykłych ludzi, zwrócono uwagę już dawno. Badacze środowiska fanów piłkarskich uważają, że kibicami media interesują się tylko wówczas, gdy ci coś przeskrobią. Ponieważ wszelkie inne aktywności fanów są zazwyczaj przemilczane, u osób nie zajmujących się tym tematem, łatwo wykreować obraz nierozgarniętych kibiców, którzy nie reprezentują jakichkolwiek pozytywnych wartości. Jeżeli fani faktycznie byliby tacy, na jakich kreują ich media, to podporządkowanie ich sobie powinno być wyjątkowo łatwe. Jest jednak wręcz przeciwnie. Kibice są bowiem grupą bardzo dobrze zorganizowaną i mocno przywiązaną do swoich zasad. Im bardziej ktoś będzie starał się siłą zmieniać ich zasady, tym bardziej będą przy nich trwać.

Zaskoczeniem dla wielu osób jest także fakt, że kibice potrafią nie tylko w pomysłowy sposób wypunktować przeciwników sarkastycznymi transparentami, ale również przygotować projekt ustawy. Tu po raz kolejny medialnym "znawcom" czkawką odbija się uznawanie środowiska kibiców za twór jednorodny. Zgodnie z przywołanym już poglądem, fanatykami piłkarskimi są osoby o wyjątkowo niskiej inteligencji. Pogląd taki wzmacnia się opiniami socjologów z lat 80-ych, że większość kibiców pochodzi ze środowisk robotniczych i poprzez bójki na stadionach rekompensują sobie niepowodzenia z życia prywatnego i brak perspektyw na poprawę losu. Na trybunach stadionów pojawiają się i takie osoby. Błędem jest jednak sądzenie, że tylko oni tworzą środowisko kibiców. W wyraźny sposób pokazują to choćby badania Jerzego Dudały czy Radosława Piotrowskiego. Wie to także wiele osób, które zadały sobie choć trochę trudu, by dokładniej przyjrzeć się fanatykom. Tylko, że w tym przypadku  spotykamy się z zagadnieniem, które dotyczy większości subkultur. Badania znane są tylko naukowcom i samym kibicom. Pozostałym wystarczy wiedza czerpana z mediów. Te w większości przypadków nie opiszą sytuacji, gdy fani zbierają dary dla powodzian czy kultywują tradycje patriotyczne. Taka pozytywna, ale i nudna, informacja nie trafia na pierwsze strony gazet czy czołówki serwisów informacyjnych. Gdy jednak na stadionach wydarzy się coś złego, wiadomość o tym jest ważniejsza niż np. zabicie Osamy bin Ladena. Tak powstaje wizerunek krwiożerczego kibola, który tylko dybie na zdrowie i życie spokojnych obywateli.

Paradoksalnie medialne nagonki i ostatnie działania rządu pozwalają na lepsze skonsolidowanie świata fanatyków. Tak dzieje się, gdy twarda ręka władzy zaczyna uderzać na oślep, a kary zaczynają spadać także na niewinne osoby. W takiej sytuacji nawet mało radykalni fani zaczynają utożsamiać się z poszkodowanymi i stawać w ich obronie. To naturalna reakcja, gdy za przewinienia jednostek, karze się ogół i ogranicza jego możliwości do jeżdżenia za swoją drużyna, a w przypadku Legii i Lecha Poznań nawet oglądania meczów na własnym stadionie. A wszystko w ramach konsekwencji zajść, które miały miejsce kilkaset kilometrów dalej. I bez znaczenia był tu fakt, że kara dotknęła także tysiące osób, które w Bydgoszczy nawet nie były.

Takie decyzje spotęgowały poczucie solidarności, które w środowisku kibiców i tak jest bardzo wysokie. Nie chodzi tylko o fanów piłki nożnej. Protest przeciwko działaniom rządu poparli także fani innych dyscyplin. Jest to coś niewyobrażalnego dla ludzi, którzy na sport patrzą tylko w perspektywie biznesu lub rozrywki podobnej do wizyty w kinie czy centrum handlowym. Dobrym wyjaśnieniem dlaczego tak się dzieje, jest hasło zaprezentowane swego czasu przez kibiców Legii: „To trzeba przeżyć, żeby to zrozumieć, żeby w to uwierzyć”. Nikt nie zrozumie drugiego fana tak dobrze jak osoba, która też doświadczyła wszelkich problemów związanych z byciem blisko ze swoją drużyną. Z trudami wyjazdów, które pociągają za sobą koszty finansowe, problemy w pracy i domu czy najzwyklejsze zmęczenie trwającą nieraz kilkadziesiąt godzin podróżą na drugi koniec kraju, a czasami i Europy, za swoją drużyną. Z nakładem wielu dni pracy, która potrzebna jest do przygotowania barwnej oprawy, która w najlepszym wypadku potrwa kilkadziesiąt sekund. O tym opinia publiczna jednak nie wie.

Działa, które rząd wycelował w stronę fanów, za kilka tygodni zostaną skierowane na inną grupę społeczną lub inny problem. Ale kibice są nie tylko zawzięci i uparci. To także grupa bardzo pamiętliwa i wyczulona na punkcie swojego honoru. Oni na długo zapamiętają kto i co robił. Nie będzie przeszkadzało im, że w swoich poglądach mogą być nierozumiani przez osoby spoza ich środowiska. Zostanie kibicem od dawna wiąże się z dobrowolną zgodą na przyczepienie sobie łatki wariata lub w lepszej sytuacji pozytywnego wariata. Osoby, dla których jest to problemem, kibicami raczej nie zostają. I także dlatego tak trudno ich złamać. Szczególnie, gdy chodzi ich niezależność.

Print Friendly and PDF

Tomasz Janus

Sportowy fanatyk, który łączy pasję kibicowania i uprawiania nauki. Nieustannie poszukuje odpowiedzi na pytanie jak działa świat sportu, nauki, kibiców i biznesu. Więcej
    Blogger Comment
    Facebook Comment