Teleks, małpka, laptop i Periscope - czyli za moich czasów było gorzej

fot. Zofia Szuster
Pamiętam, gdy kilka lat temu na starym stadionie Zagłębia Lubin pierwszy raz w życiu zobaczyłem teleks. Starsi koledzy usiłowali wyjaśnić mi, w jaki sposób wykorzystywali go w pracy dziennikarza. Nie potrafiłem sobie wyobrazić, że można było pracować na tak prymitywnym urządzeniu. Gdy dziś wracam do sprzętu, na którym sam pracowałem mniej niż dziesięć lat temu, widzę w jak wspaniałych czasach żyjemy.

Pierwszy raz na zgrupowanie Legii Warszawa pojechałem latem 2006 r. Byłem akurat na praktykach w "Gazecie Wyborczej" i nie za bardzo chciało mi się siedzieć za biurkiem. Podłączyłem się więc pod wyjazd etatowych dziennikarzy. Na wyjazd pojechałem wyposażony, jak na zawodowego dziennikarza przystało. Od kolegi pożyczyłem niewielki aparat cyfrowy. Teksty pisałem zaś z komputera, który... wystawiony był w holu hotelowym. Jeżeli mnie pamięć nie myli, to nie miał on polskich znaków. O prywatnym laptopie zaczynałem dopiero myśleć. Aparatem nakręciłem zaś film, który zamieszczam poniżej (nie szukajcie opcji z jakością HD).


Pół roku później siedziałem w samolocie lecącym na Cypr. Celem było zgrupowanie Legii Warszawa. Tym razem byłem już wyposażony w laptop. Zdjęcia wykonywałem zaś popularną małpką, czyli niewielkim aparatem cyfrowym. Znów pożyczonym. Tym razem od innego kolegi. Pomyślcie o współczesnych fotoreporterach sportowych - np. tych - a teraz wróćcie do zdjęcia tytułowego w tym wpisie. To właśnie ja z pożyczonym aparatem czaję się za bramką Jana Muchy. Zoom w aparacie pozostawiał wiele do życzenia, więc trzeba było podejść bardzo blisko. Efekt czajenia się w strefie ostrzału widać poniżej.

Koczowanie za bramką dawało niezłe efekty - fot. Tomasz Janus / sportnaukowo.pl
Koczowanie za bramką dawało niezłe efekty - fot. Tomasz Janus / sportnaukowo.pl
Cypr 2007 to także pierwsze mecze, które komentowałem na żywo w internetowym radio. Transmisja nadawana była chałupniczymi metodami. Kolega dzwonił ze Skype na mój cypryjski numer komórki i udostępniał sygnał w internecie. (Cypryjską kartę SIM pożyczyłem w Polsce od koleżanki ze studiów - optymalizacja wydatków przede wszystkim!) I tak przez cały mecz stałem lub chodziłem za linią boczną i opowiadałem do telefonu, co widzę. Widziałem niewiele - zdarzyło się, że nie zauważyłem zmiany i kilkadziesiąt minut uparcie informowałem o zagraniach piłkarza, który siedział na ławce rezerwowych. Jakoś łącza też pozostawiała wiele do życzenia i nie zawsze można było zrozumieć, co w ogóle mówię. No ale transmisja była na żywo! Jaki to był szał.

Same transmisje radiowe i moje chodzenie wokół boiska, potrafiło wzbudzać ciekawość. W 2010 r. znów na Cyprze, przez długie chwile maszerował za mną ówczesny właściciel Legii Mariusz Walter. Najwyraźniej bardzo interesowało go, co w ogóle mówię. A może zadziwił go osobnik, który mówi sam do siebie?

Hiszpania 2008 r. Widoczny progres w jakości sprzetu fotograficznego.
Hiszpania 2008 r. Widoczny progres w jakości sprzętu fotograficznego.
Zima 2008 r. to wyjazd na zgrupowanie do Hiszpanii i zdecydowany progres w jakości sprzętu fotograficznego. Byłem już dumnym właścicielem Nikona D80. Dziś ten aparat może jawić się jako relikt przeszłości, ale możliwość wymiany obiektywu dawała bardzo wiele. Przede wszystkim nie musiałem już czaić się tuż za bramką. Choć i tam się nieraz pojawiałem. Telefonem komórkowym (gruba rozkładana Nokia - konkretny model wypadł mi z głowy) kręciłem bowiem strzały na bramkę. 

Kolejne lata to kolejne zgrupowania. Co roku był coraz lepszy sprzęt. Ale gdy obserwuję dzisiejsze przygotowania do sezonu i dzisiejszą pracę dziennikarzy, widzę jak prymitywne warunki były jeszcze kilka lat temu. W 2007 r. radiowa transmisja na żywo ze sparingu była ogromnym wydarzeniem i gigantycznym krokiem na przód. Przecież ledwo kilka lat wcześniej o wynikach sparingów kibice dowiadywali się z kilkudniowym poślizgiem. A tu - relacja na żywo.

Dziś, rozgrywane poza granicami Polski, przedsezonowe sparingi czołowych polskich klubów można bez większych problemów zobaczyć w internecie. Oficjalna strona Legii Warszawa na żywo transmitowała na Periscope m.in. odprawę swoich graczy na lotnisku oraz wyjście na pierwszy mecz sparingowy. Genialne czasy dla kibiców. Ich ukochane kluby są na wyciągnięcie ręki. Ale także genialne czasy dla dziennikarzy. Bogactwo narzędzi pozwala na jeszcze lepsze uprawianie swojego zawodu. Niecierpliwie czekam na kolejne nowinki, które jeszcze bardziej odmienią dziennikarstwo.

Jeżeli nie macie jeszcze dość starczego zrzędzenia z serii "za moich czasów", to zachęcam do lektury wpisu Witajcie w świecie zakodowanych meczów i telegazety. Dowiecie się z niego, jak oglądało się mecze dwie dekady temu.



Print Friendly and PDF

Tomasz Janus

Sportowy fanatyk, który łączy pasję kibicowania i uprawiania nauki. Nieustannie poszukuje odpowiedzi na pytanie jak działa świat sportu, nauki, kibiców i biznesu. Więcej
    Blogger Comment
    Facebook Comment