Czy jest jeszcze miejsce dla długich tekstów?

fot. Galymzhan Abdugalimov unsplash.com CC0 1.0
Nie wiem ile czasu zajmie przeczytanie tego tekstu. Nie dostaniesz jego skróconej wersji. Nie będzie tu grafiki oraz wykresów, które zobrazują obszerne dane. Bo choć to przydatne formy komunikacji, to nie zawsze trzeba iść na skróty.

Znacz skrót tl;dr? Jeżeli nie to jesteś szczęściarzem. W żargonie internetowym oznacza on:
too long; didn't read → za długie; nie czytałem.
Nie ważne jak genialny to tekst. Nie ważne jak wiele wysiłku w jego napisanie włożył autor. Za dużo literek - nie będę czytał.

W kwietniu w internecie obok tekstów pojawiać zaczął się przycisk z napisem TLDR. Naciśnięcie go powoduje, że drastycznie zmniejsza się objętość materiału. Czytelnik dostaje tylko skrótowy zarys najważniejszych informacji. Działanie przycisku można sprawdzić wchodząc na stronę digday.com i klikając w czarny przycisk z lewej strony tekstu.

Ostatnio trafiłem także na stronę internetową, gdzie obok tekstu podane było, ile czasu zajmie jego przeczytanie. Nie masz wolnych 5 minut? No to nie czytasz. Sięgnijcie do dowolnego poradnika tworzenia tekstów w internecie (np. tego)
Skracaj! Wypunktuj! Daj zdjęcie! Pogrubiaj! 
To tylko niektóre z wybranych zaleceń. Między wierszami przemycone, że odbiorcy należy zaserwować maksymalnie uproszczony przekaz. Tak, żeby nie musiał się męczyć konsumując go. A może nie musiał używać mózgu?

Czy w tak błyskawicznym świecie, gdzie informacje są właśnie konsumowane, a nie odbierane, jest miejsce dla długich tekstów dziennikarskich? Uparcie trwam w poglądzie, że tak. Przyznaję rację zakończeniu piosenki Eldo "Daj pilota" z płyty "Zapiski z 1001 Nocy":
Bo ludziom warto dawać piękno, nie karmić ich papką.

Właśnie z tego powodu, z tak wielką radością przyjąłem pojawienie się na rynku czasopisma "Kopalnia. Sztuka futbolu". Kilka miesięcy temu pisałem na temat tego wydawnictwa w następujący sposób:
W natłoku błyskawicznych i krótkich informacji o plastikowych gwiazdach sportu, trudno znaleźć w mediach materiały o sporcie, które nie ograniczają się do prześlizgnięcia się po temacie. Lukę tę stara się uzupełniać czasopismo "Kopalnia. Sztuka futbolu". Zgodnie z tytułem - autorzy kopią głębiej. (...) Pomysł, który początkowo może wydawać się karkołomny, wcale nie musi być taki przestrzelony. Wszak piłka nożna jest najpopularniejszą dyscypliną w naszym kraju. Znalezienie dłuższych materiałów prasowych o piłce nożnej, nie należy jednak do najłatwiejszych. Spróbujcie sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz czytaliście 20-stronicowy tekst o piłce? Obstawiam, że nigdy.
Właśnie takie działania powodują, że cały czas wierzę, że długie i przemyślane formy dziennikarskie mają rację bytu. Że zawsze jest grupa osób, która odczuwa potrzebę lektury tekstu, w którym autor kopie głębiej. Tekstu, który nie jest jednym z 20 wyklepanych na klawiaturze podczas jednego dyżuru w redakcji. Tekstu, do którego zbieranie materiałów nie ograniczyło się do akcji ctrl+c i ctrl+v oraz zmiany kilku słów, które odrzucą zarzuty o plagiat. Tekstu, który daje mi coś jako odbiorcy. Tak jak materiały Leszka Milewskiego, które na weszlo.com dosłownie pożeram. Zobaczcie sami jak można pisać o piłce i jakie tematy wyszukiwać.

Nie jestem jednak naiwniakiem i wiem, że długie teksty nie  zaczną nagle zapełniać gazetowe szpalty i wylewać się ze stron internetowych. Wiem, że skracanie materiałów dziennikarskich będzie postępowało. Jednak to internet jest jedną z ostatnich nadziei, że obszerne i rzetelne teksty nie znikną. Szansa to zdecydowanie zmniejszenie kosztu publikacji w porównaniu z mediami drukowanymi. Bez wielkich kosztów można publikować dłuższe formy.

Ale internet to także zagrożenie dla odbioru bardziej rozbudowanych treści. Linki, odnośniki, zdjęcia, dźwięk, wideo - wszystko kusi i zachęca do klikania. Odkrycia, co czai się w kolejnym zakamarku sieci. Skoncentrowanie się nad dłuższym tekstem staje się jeszcze trudniejsze. Dobrze zwraca na to uwagę jeden z badaczy internetu Nicholac Carr.
Niegdyś z łatwością pogrążałem się w lekturze książki albo długiego artykułu. Mój umysł dawał się uwieść zwrotom akcji bądź wymianom argumentów — i tak spędzałem całe godziny, przemierzając długie bloki tekstu. Obecnie zdarza mi się to dość rzadko. Zaczynam się dekoncentrować po stronie albo dwóch. Robię się niespokojny, gubię wątek, rozglądam się za czymś innym do zrobienia. Mam wrażenie, że za każdym razem muszę na siłę kierować swoją niepokorną uwagę z powrotem na tekst. Pogrążanie się w "głębokiej lekturze", kiedyś tak naturalne, obecnie przypomina walkę.
Warto jednak stanąć do tej walki. Lepiej być świadomym odbiorcą i dążyć do zdobywania wiedzy, a nie bezmyślnie i bezrefleksyjnie konsumować kolejne krótkie wyroby dziennikarskopodobne.

Zdjęcie we wpisie: fot. Galymzhan Abdugalimov  unsplash.com CC0 1.0 



Print Friendly and PDF

Tomasz Janus

Sportowy fanatyk, który łączy pasję kibicowania i uprawiania nauki. Nieustannie poszukuje odpowiedzi na pytanie jak działa świat sportu, nauki, kibiców i biznesu. Więcej
    Blogger Comment
    Facebook Comment