Big data, czyli policzmy sport i wyrzućmy trenerów

fot. Tom Brown CC BY 2.0
Big data, czyli analiza wielkich zbiorów danych, coraz częściej wkracza do naszego życia. Nie dziwi więc fakt, że dotyka także świata sportu. Tylko czy sportowe zmagania faktycznie można sprowadzić do algorytmów i analizy statystycznej? Czy precyzyjny komputer może zastąpić nieprecyzyjnego człowieka?

Odpowiedź na to pytanie nie jest taka prosta. Z jednej strony powołać można się na Adama Mickiewicza i stać na stanowisku, że komputerowe obliczenia nie są w stanie zastąpić inteligencji człowieka. Wszak
Czucie i wiara silniej mówi do mnie.
Niż mędrca szkiełko i oko.
Jednak coraz częściej dokładane są starania, żeby w sporcie było jak najmniej nieprzewidywalności. Choć dla kibiców nieprzewidywalność ostatecznego wyniku jest czymś wspaniałym, to sponsorzy i właściciele klubów wydający grube miliony, chcą ograniczyć ją do minimum. Pieniądz nie lubi bowiem ryzyka.


W 2009 r. na ekrany kin trafił film Moneyball. Brad Pitt wcielił się w nim w rolę managera Oakland Athletics - Billy Beane - który postanawia zrezygnować z tradycyjnych metod prowadzenia drużyny i wykorzystać nowe analizy komputerowe. Te oczywiście oparte są o szczegółowe statystyki każdego z graczy i całej drużyny.

Ale Big data wykorzystywana jest w sporcie nie tylko w filmowej fikcji. Wystarczy wejść na stronę http://live.ekstraklasa.org/, żeby na żywo obserwować statystyki każdego meczu. To żadna nowość, bo systemy do analizy wydarzeń na boisku - np. Prozone + Amisco - wykorzystywane są przez trenerów od dość dawna.


W latach 70-ych za ekscentryka w piłkarskim światku uchodził Jacek Gmoch, który przykładał bardzo dużą wagę, do statystycznych analiz meczów piłkarskich. Dziś trudno sobie wyobrazić, żeby trener z aspiracjami nie korzystał z banku informacji oraz nie analizował gry rywali. Tym bardziej, jeżeli technika dostarcza ogrom informacji, które dostępne są na wyciągnięcie ręki. O mrówczej pracy nie ma już mowy. Czasy analiz Gmocha to już prehistoria.
Jacek Gmoch, jako założyciel bazy informacji zgromadził ogromną liczbę arkuszy z obserwacji meczów piłkarskich różnych klas (począwszy od lig krajowych po olimpiady i mistrzostwa świata), które dały możliwość przewidywania wyników piłkarskich. Projekt dawał możliwość zastosowania rachunku prawdopodobieństwa w przewidywaniu wyników sportowych. Spotkał się on z aprobatą władz uczelni, która na stworzenie takiego punktu do analizy dla krajów arabskich przyznały na ten cel budżet, aby kontynuować prace nad tym projektem. (za Wikipedia)


Czy Big data pozbawi więc trenerów sportowych pracy? Tu odpowiedź może być tylko jedna. Nie, nie pozbawi. Big data nie jest zagrożeniem dla szkoleniowców. Jest za to dla nich kolejną okazją do wzbogacenia swojego warsztatu. Kolejnym źródłem informacji, które są przydatne do osiągania najlepszych wyników. Bo choć nowoczesne technologie potrafią coraz więcej, to bez trenerskiego nosa, doświadczenia i inteligencji nie odniosą one sukcesu. Do oceny sportowca nie wystarczą same cyfry. Parafrazując słowa Franciszka Smudy - trener musi też umieć rozpoznać jakość piłkarza także po tym jak schodzi po schodach.

Zdjęcie we wpisie: fot. Tom Brown CC BY 2.0
 

Print Friendly and PDF

Tomasz Janus

Sportowy fanatyk, który łączy pasję kibicowania i uprawiania nauki. Nieustannie poszukuje odpowiedzi na pytanie jak działa świat sportu, nauki, kibiców i biznesu. Więcej
    Blogger Comment
    Facebook Comment