fot. Florian Christoph CC BY 2.0
Dwa plecaki rzucone na trawę były bramką. Trawnik przy rosyjskiej ambasadzie w Warszawie był boiskiem. Dziś w tym miejscu stoi luksusowy hotel. Piłka nożna też jest towarem luksusowym. To ogromny biznes, które generuje niebotyczne przychody. Trudno się jednak temu dziwić.

Piłka nożna z rozrywki zaczęła przekształcać się w sposób zarabiania pieniędzy wraz z rozwojem mediów. Dopiero pojawienie się telewizyjnych transmisji satelitarnych, spowodowało, że rywalizację dwóch zespołów na boisku może oglądać kilka miliardów ludzi na ziemi. Media masowe spowodowały, że piłka nożna - ale także inne dyscypliny sportu - z lokalnej rywalizacji przeistoczyła się w rywalizację ogólnoświatową.

W efekcie stworzony został gigantyczny rynek, który nie mógł pozostać niezauważony. Odbiorcy widowiska sportowego przestali być ograniczoną liczebnie grupą. O ile bez udziału mediów sportową rywalizację mogło oglądać kilkadziesiąt tysięcy osób, to media zwiększyły liczebność tej grupy tysiące razy.

Gdy piłka nożna była rozrywką

Jeszcze nasi dziadkowie mogli cieszyć się piłką nożną, w której najważniejsza była wygrana na boisku, a nie kwota zysku na bankowym koncie. Kilka dekad później zawodową piłkę nożną można uznać za czysty biznes. Czy może być inaczej, gdy czyta się omówienie najnowszego raportu Deloitte o przychodach w europejskiej piłce nożnej?
Piłka nożna niezmiennie przyciąga zarówno kibiców, jak i pieniądze. W sezonie 2013/2014 przychody europejskiego rynku futbolowego przekroczyły 20 mld euro. Na dobrą kondycję piłkarskiego biznesu wpływają przede wszystkim wyniki europejskich lig z „wielkiej piątki” (Bundesliga, La Liga, Ligue 1, Premier League i Serie A), w tym w szczególności angielskiej ligi. Wartość dwudziestu największych klubów Premier League wynosi prawie jedną piątą wartości całego europejskiego rynku piłki nożnej.
Trudno jednak mieć pretensje, że zawodowa piłka nożna została przekształcona w biznes. Skoro pojawiła się taka możliwość i niosła za sobą szansę zarobku, to nie dziwne, że została wykorzystana. Oburzanie się na komercjalizację piłki nożnej, to tak jakby mieć pretensje do arabskich szejków, że nie chcą rozdawać baryłek ropy za darmo. Jasne, że byłoby to fajne, a nasze życie przyjemniejsze. Ale dlaczego mają nie zarabiać na swoim produkcie? Chcemy czy nie - zawodowa piłka nożna też jest produktem, który jest sprzedawany. Racją jej bytu jest więc zysk.

Za kilkaset średnich krajowych

Wielkie pieniądze trafiają także do sportowców. I niemal zawsze wywołują oburzenie kibiców. Niegodne mają być wynagrodzenia na poziomie dziesiątek milionów euro rocznie - sportowcy ze światowej czołówki - oraz setek tysięcy złotych - krajowi sportowcy. Pewnie, że chcielibyśmy zarabiać jak sportowcy. Zadajmy sobie jednak pytanie. Czy nasza praca spełnia choć jeden z tych powodów? I czy nie przemawia przez nas kibic - bezrefleksyjny pan i władca?

Zawodowa piłka nożna jest biznesem i próżno wypatrywać tu szansy na zmianę. Pogódźmy się z tym i oszczędźmy sobie wielu stresów. Jeżeli zaś szukamy pierwotnych wartości piłki nożnej, to musimy powrócić do jej korzeni. Nawet klasa B może dostarczyć niezapomnianych wrażeń. Że poziom za niski? Może po prostu wolisz być konsumentem piłki nożnej w luksusowym opakowaniu? Tylko skąd wówczas pretensje, że piłka to biznes?

Zdjęcie we wpisie: fot. Florian Christoph CC BY 2.0



Print Friendly and PDF

Tomasz Janus

Sportowy fanatyk, który łączy pasję kibicowania i uprawiania nauki. Nieustannie poszukuje odpowiedzi na pytanie jak działa świat sportu, nauki, kibiców i biznesu. Więcej
    Blogger Comment
    Facebook Comment