Boczne boisko Wisły Kraków - fot. Tomasz Janus / sportnaukowo.pl
W trudnych chwilach porażki zdarza mi się zastanawiać, po co w ogóle mi to wszystko? Po co w ogóle interesuję się sportem? Czy nie lepiej przenieść swoje zainteresowania na coś mniej stresującego? Wiele jest przecież aktywności, w których na jednego wygranego wcale nie musi przypadać wielu przegranych.

Sport jest piękny. Ale jego piękno najpełniej dostrzegamy, gdy mamy do czynienia z sukcesami. Gdy nasze jest na wierzchu. Nasz zawodnik lub drużyna sięga po najwyższe laury. Problem pojawia się, gdy trzeba uznać wyższość konkurentów. Porażka boli zawsze. W końcu nie bez powodu jesteśmy kibicami sukcesu

Pisząc kilka miesięcy temu o kibicach sukcesu zwróciłem uwagę, że trwanie mimo porażki jest wbrew naszej naturze. Każdy kto jest w stanie się jej przeciwstawić to prawdziwy heros.
Tak naprawdę to wielki hołd dla sportowych fanatyków, którzy ze swoją drużyną są niezależnie od jej wyników. Tu już nie chodzi o ich wierność. Tu w grę wchodzi walka z mechanizmami psychologicznymi i poziomem własnej samooceny. To dużo trudniejsze od zwykłego kibicowskiego przywiązania. To heroiczny wręcz bój z własną naturą, która każe odciąć się od porażki, a w jej miejsce znaleźć okazję do celebracji zwycięstwa. Nawet jeżeli nie jest to nasze zwycięstwo.
Gdy porażka staje się faktem, przypomina sobie moje pięć powodów dlaczego lubię sport. Skupiam się na powodach nr 2 i nr 4. Rewanż i wieczna rywalizacja to sygnał, że w tej konfrontacji nigdy nie będzie końca. Że czasowe ramy nie ograniczają sportu. Dzisiejsi przegrani już wkrótce mogą zostać zwycięzcami. Minie kilka tygodni i rywalizacja zacznie się od nowa. Znów ruszymy od zera i wszyscy będą mieli takie same szanse. 

W myślach powtarzam sobie też fragment "Futbolowej gorączki" Nicka Hornbyego:
Zakochałem się w piłce nożnej, tak jak później zakochiwałem się w kobietach: nagle, niewytłumaczalnie, bezkrytycznie, nie myśląc o bólu ani kłopotach, które będą temu towarzyszyły.
W niedzielę do plecaka znów wrzucę laptopa. Pojadę wcześniej, żeby zobaczyć, jak stadion budzi się do życia. A w głowie wciąż będzie myśl "czy czas dobry, czy czas zły...".



Print Friendly and PDF

Tomasz Janus

Sportowy fanatyk, który łączy pasję kibicowania i uprawiania nauki. Nieustannie poszukuje odpowiedzi na pytanie jak działa świat sportu, nauki, kibiców i biznesu. Więcej
    Blogger Comment
    Facebook Comment