fot Jay Wennington CC0 1.0
Czy dziennikarz sportowy może zostać piratem? Wcale nie jest to takie trudne. Tym bardziej, gdy mamy do czynienia z nowoczesnymi technologiami. Piracki zapędów dziennikarzy nie będzie jednak tak trudno opanować. Co stanie się jednak, gdy sprawy w swoje ręce wezmą także kibice? Tu robi się zdecydowanie ciekawiej.

Wystarczy smartfon lub tablet, dostęp do internetu, miejsce z dobrą widocznością na trybunach sportowego obiektu i już można być piratem. Nie potrzeba specjalistycznego i drogiego sprzętu. Wystarczy prosta aplikacja do nadawania na żywo sygnału wideo w internecie. Kilka miesięcy temu narzędzie takie udostępnił Twitter. Jest nim aplikacja Periscope, która posiada wymienione powyżej funkcjonalności. Poniżej można zobaczyć jak Periscope działa w praktyce.


Nie trzeba było długo czekać, żeby aplikacja znalazła swoje zastosowanie w świecie dziennikarstwa sportowego w Polsce. Daje bowiem możliwość wzbogacenia komunikatu o powstające bez większego wysiłku wideo. Pojawił się już nawet czasownik peryskopować, który oznacza nadawanie transmisji właśnie za pomocą Periscope. Aplikacja ma jeszcze jedną zaletę - nagrane wideo dostępne jest tylko przez 24 godziny. Później jest automatycznie usuwane. Wiadomo zaś, że ulotny przekaz staje się bardziej atrakcyjny, bo postrzegany jest jako bardziej wyjątkowy.

Zakneblować dziennikarzy

Zalety aplikacji dla dziennikarzy, są jednak wadą i wielkim zagrożeniem dla nadawców, którzy za prawa do transmisji imprez sportowych płacą gigantyczne sumy. Dziś ich rywalami mogą stać się osoby niemal bez budżetu, ale za to z głową pełną pomysłów i telefonem. 

Opisując rok temu sposób relacjonowania w polskim internecie meczów mistrzostw świata w piłce nożnej, zwracałem uwagę, że coraz częściej odgrywają one rolę towarzyszącą do transmisji telewizyjnej. Nie można też zapominać, że rośnie popularność multiscreeningu, czyli konsumowania widowiska sportowego za pomocą kilku urządzeń elektronicznych. Doskonałym uzupełnieniem dla obu praktyk wydają się być właśnie ulotne, ale nadawane na żywo, amatorskie relacje wideo z miejsca rozgrywania imprezy sportowej.

Nie dziwi więc, że Periscope jest już wykorzystywany i budzi pierwsze wątpliwości. Przy okazji niedawnych meczów reprezentacji Polski w piłce nożnej na Twitterze wywiązała się ciekawa dyskusja na ten temat pomiędzy dziennikarzami a rzecznikiem prasowym PZPN.


Powstrzymanie nieco pirackich zapędów dziennikarzy sportowych, wcale nie będzie takie trudne. Organizatorzy imprez sportowych nie muszą nawet uciekać się do gróźb odebrania akredytacji. Sprawa zostanie uregulowana, bo obie strony - dziennikarze i organizatorzy - muszą żyć w symbiozie. Są skazani na siebie i raczej prędzej niż później dojdą do porozumienia. Trudno zresztą wyobrazić sobie, żeby dziennikarz chciał transmitować całe zawody sportowe. Tu chodzi bardziej o kwestię konferencji prasowych, wywiadów z mix zone itp. 

Zakneblować kibiców

Więcej zabawy będzie, gdy za peryskopowanie wezmą się kibice. Powstrzymane ich filmowych zapędów nie będzie już tak łatwe. Obecnie fani nie mogą wnosić na stadiony profesjonalnych aparatów fotograficznych i kamer. W ten sposób zabezpieczane są interesy fotoreporterów i nadawców telewizyjnych. Jeżeli kibic chce wnieść taki sprzęt, musi zostawić go w depozycie. Nie sposób jednak wyobrazić sobie, że przy wejściu fanom odbierane będą telefony. Oczami wyobraźni już widzę kilkadziesiąt tysięcy osób, które potulnie decydują się na taki krok. Po meczu pokornie czekają zaś w kolejce, żeby odebrać swój telefon.

Zakaz przynoszenia urządzeń mogących transmitować na żywo sygnał wideo, także nie wchodzi w grę. Jestem pewien, że taki przepis byłby albo martwy, albo odstraszyłby od przychodzenia na stadiony bardzo wiele osób. Na to organizatorzy zaś sobie nie pozwolą. W grę mogłoby wchodzić jeszcze zagłuszanie sygnału, które uniemożliwiłoby nadawanie transmisji. To także marzenie ściętej głowy. Kluby - także w Polsce - idą w przeciwną stronę i montują nadajniki, które mają zapewnić kibicom bezproblemowy dostęp do internetu w czasie meczu.

W głowie rodzi mi się jeszcze pomysł, że ochrona mogłaby siłą wyprowadzać nielegalnych peryskopowiczów. Tylko jak rozpoznać, kto telefonem robi pamiątkowe zdjęcie na prywatny użytek, a kto jest już piratem i prowadzi nielegalną transmisję w internecie? To dopiero wyzwanie.

Zdjęcie we wpisie: fot Jay Wennington CC0 1.0


Print Friendly and PDF

Tomasz Janus

Sportowy fanatyk, który łączy pasję kibicowania i uprawiania nauki. Nieustannie poszukuje odpowiedzi na pytanie jak działa świat sportu, nauki, kibiców i biznesu. Więcej
    Blogger Comment
    Facebook Comment