Jak zaskakuje, skoro nie zaskakuje

fot. _caio bruno CC BY 2.0
Chce mi się śmiać, gdy w ostatnich dniach docierają do mnie lamenty nad losem brazylijskiej reprezentacji w piłce nożnej. Przypomnę tylko, że brazylijski dziennik "Estadao" dotarł do dokumentów, z których wynika, że od blisko dekady skład "Canarinhos" ustalany był na podstawie wartości marketingowej piłkarzy. Tylko co w tym niezwykłego?

Do osób, które przeżyły szok i wieszczą śmierć prawdziwej piłki nożnej, mam pytanie, czy faktycznie nie widziały wcześniej, co dzieje się z najpopularniejszymi dyscyplinami sportu? Czy nie widziały, jak w 1998 r. słaniający się na nogach Ronaldo, zagrał w finale piłkarskich mistrzostw świata, bo przecież musiał być na murawie, jako gwiazda także marketingowa. Czy nie widziały, że igrzyska olimpijskie w 1996 r. - setna rocznica pierwszych nowożytnych igrzysk olimpijskich - odbyły się nie w Atenach, a w zaprzyjaźnionej z jednym ze sponsorów Atlancie? Czy nie widziały, że w 2012 r. w Polsce zmieniono prawo, byle tylko jeden z browarów mógł być sponsorem Euro 2012?

Mam wymieniać dalej?

Nie, Brazylijczycy nie zabili piłki nożnej. Szlachetna idea sportu od wielu lat podtruwana jest jadem wielkich pieniędzy. Pozwalają one na tworzenie wielkich widowisk, ale równocześnie naruszają podstawowe zasady sportu. Trzeba być ślepym, żeby nie widzieć prawidłowości tych słów:
obok sportu, który pomaga człowiekowi, istnieje (…) inny sport, który mu szkodzi; obok sportu, który uszlachetnia ciało, istnieje sport, który je poniża i zdradza; obok sportu, który służy wzniosłym ideałom, jest też sport, który zabiega wyłącznie o zysk; obok sportu, który jednoczy, jest też taki, który dzieli.
Od nas zależy, który sport wybieramy.

Zdjęcie we wpisie: fot. _caio bruno CC BY 2.0



Print Friendly and PDF

Tomasz Janus

Sportowy fanatyk, który łączy pasję kibicowania i uprawiania nauki. Nieustannie poszukuje odpowiedzi na pytanie jak działa świat sportu, nauki, kibiców i biznesu. Więcej
    Blogger Comment
    Facebook Comment