Dlaczego na stadionach zlikwidowano miejsca stojące?

Jeden ze stadionów na Cyprze - fot. Tomasz Janus / sportnaukowo.pl
Jeżeli pojawiacie się na sportowych imprezach masowych, to doskonale wiecie, jak duża wagę ich organizatorzy przykładają do zajmowania przez kibiców swoich miejsc i zachowania drożności schodów. Ale dlaczego te pozornie błahe sprawy, mają aż tak duże znaczenie, że swego czasu na stadionie Legii Warszawa ochrona siłą usuwała osoby stojące na schodach?

Jednym z postulatów kibiców, którzy na meczu skupiają się na żywiołowym dopingu, jest powrót do miejsc stojących na trybunach. Stojąc można bowiem lepiej dopingować, niż w sytuacji, gdy się siedzi. I choć w niektórych krajach zaczynają się pojawiać nadzieje na powrót do trybun z miejscami stojącymi, to zmiany następują powoli.

Era trybun z krzesełkami i obowiązkowymi miejscami siedzącymi, dla współczesnych kibiców już tak oczywista, rozpoczęła się mniej niż trzy dekady temu. Wszystko za sprawą samych fanów i ich niewłaściwego zachowania. Po wydarzeniach, do których doszło 29 maja 1985 r. na stadionie w Heysel i 15 kwietnia 1989 r. na Hillsborough - śmierć poniosło wówczas blisko 140 osób - postanowiono uporządkować sytuację na trybunach. Po tragediach w Heysel i Sheffield powstał tzw. Raport Taylora autorstwa Petera Taylora, lorda Gosforth.

W swoim raporcie Taylor doszedł do wniosku, że zamieszki wybuchają, gdy policja nie może zapanować nad tłumem. Ponieważ na niektórych pojedynczych trybunach angielskich stadionów mieściło się nawet 20 tys. kibiców na miejscach stojących, postanowiono podzielić trybuny na mniejsze części i wprowadzić obowiązek montowania krzesełek. Mniej liczne i z utrudnionym przemieszczaniem się (spróbujcie przepychać się siedząc) grupy kibiców, mogły być łatwiej kontrolowane przez służb porządkowe.

Dodatkowo postanowiono rozbić anonimowość kibiców. Ta dawała kibicom większe poczucie bezkarności. Jak pisał w 1993 r. w książce "Pamiętnik kibica. Ludzie z piętnem Heysel" Roman Zieliński o kurtkach lotniczych (flek, flayers):
Nie ominęli sklepów z tymi kurtkami kibice. Oczywiście nie jest to obowiązujący garnitur, jednakże bardzo usprawniający umiejętność zacierania się w tłumie. Kiedy zdecydowana większość ubrana jest niemal jednakowo, to piekielnie trudno jest znaleźć winnego nawet w niewielkiej grupie. Uniformizacja pomaga.
Zapobiec temu miał monitoring oraz imienne bilety. Kibic nie był już anonimowy, bo przed wejściem na stadion musi podać swoje dane. Dzięki temu wiadomo, na którym krzesełku powinien siedzieć. Nie ma więc zbyt wielu problemów, żeby za pomocą monitoringu sprawdzić, czy kibic faktycznie jest na swoim miejscu i co w ogóle robi.

W ten sposób ograniczona została siła działania mechanizmu znanego w psychologii jako deindywiduacja. Pod terminem tym ukrywa się:
rozluźnienie normalnych zahamowań pod wpływem działania tłumu, co prowadzi do nasilania się czynników impulsywnych i patologicznych.
Kibic znany z imienia i nazwiska, siedzący na precyzyjnie wskazanym krzesełku, to już nie anonimowa cząstka tłumu. To dobrze wyodrębniona jednostka. Poziom bezpieczeństwa rośnie. Szkoda, że maleje poziom atmosfery na trybunach. Bo kibic płacąc i to niemało za bilet, staje się biernym klientem.

Ostatni finał rozgrywek o Pucharu Polski pokazał jednak, że możliwe jest połączenie nowoczesnych stadionów, bezpieczeństwa i porządnej kibicowskiej atmosfery. I oby to była zapowiedź lepszych czasów dla polskiej piłki nożnej.



Print Friendly and PDF

Tomasz Janus

Sportowy fanatyk, który łączy pasję kibicowania i uprawiania nauki. Nieustannie poszukuje odpowiedzi na pytanie jak działa świat sportu, nauki, kibiców i biznesu. Więcej
    Blogger Comment
    Facebook Comment