Forum Romanum - fot. Tomasz Janus / sportnaukowo.pl
Tysiące lat. Wiele nowoczesnych wynalazków, które miały bardzo wielki wpływ na życie ludzie. Ale w gruncie rzeczy zmienia się tylko świat i przedmioty wokół nas. Natura ludzka jest cały czas taka sama. Nie może więc dziwić fakt, że politycy zachowują się dziś podobnie, do swoich poprzedników z czasów starożytnych. Jednym z elementów, który wykorzystują do kreowania swojego wizerunku jest zaś sport.

Bronisław Komorowski proszący Zygmunta Solorza o odkodowanie finału siatkarskiego mundialu, który odbywał się w Polsce. Władimir Putin ubrany w judogę i walczący na macie, nurkujący po skarby czy grający w hokeja. Barack Obama biegający dla zdrowia. Donald Tusk uganiający się za piłką w krótkich spodenkach. Angela Merkel wznosząca ręce w geście triumfu po zdobyciu przez jej rodaków piłkarskiego mistrzostwa świata. I tak dalej, i tak dalej, i tak dalej.


Przykładów angażowania się polityków w świat sportu każdego dnia dostajemy aż za dużo. Szczególnie, gdy mamy do czynienia z dużą imprezą sportową. Politycy wykorzystają niemal każdą okazję, żeby pokazać się społeczeństwu obok sportowców, którzy odnoszą sukcesy i ogrzać się w cieple ich sławy. To nic więcej, jak psychologiczny mechanizm pławienia się w cudzej chwale. Tu znajdziesz ciekawe informacje na jego temat - klik! Ale politycy chcą także być postrzegani jako sportowcy. Rodzi się pytanie - w jakim celu?


Wykorzystywanie sportu do kreowania swojego wizerunku przez polityków, nie jest jednak czymś niezwykłym. Bardzo podobny mechanizm można było zaobserwować już kilka tysięcy lat temu. Skrajnym przykładem chorobliwego wręcz dążenia do zdobywania sportowej sławy jest dobrze znany z kart "Quo Vadis" Neron. W latach 60-ych n.e. jako cesarz rzymski sam brał udział w największych igrzyskach greckich. Jak łatwo się domyślić - triumfował we wszystkich dyscyplinach, w których stawał do rywalizacji. Niektóre źródła historyczne podają nawet informację, że Neron zdobył ponad 1800 wieńców olimpijskich.

Inne dodają, że cesarz okazywał się zwycięzcą nawet, gdy nie przybywał na metę jako pierwszy. Tu sprawę w swoje ręce brali "życzliwi" sędziowie. W wielu przypadkach konkurenci Nerona woleli jednak nie ryzykować wygranej z władcą i zapobiegawczo interesowali się zdobyciem innego miejsca niż pierwsze. W końcu był to atleta wszechstronnie uzdolniony, bo do laurów sportowych dorzucał także sukcesy w rywalizacji artystycznej.


Neron nie był jedynym władcą, który lubował się w - mówiąc dzisiejszym językiem - sportowej rywalizacji. Wielu starożytnych władców stawało do walki z lwami. W publicznych polowaniach na dzikie bestie (venationes) brali udział m.n. Marek Aureliusz, Kaligula, Lucjusz Wersus i Tytus. Władcy stawali także do walki z ludźmi. Najczęściej były to jednak pojedynki reżyserowane, a przeciwnicy posługiwali się w nich drewnianymi mieczami.

Fasadowość zamiłowania do sportu każe stwierdzić, że to nie sama aktywność sportowa była celem dla starożytnych władców. Jakkolwiek niektórym z nich nie można odmówić faktycznego zamiłowania do sportu, to dla wielu był to tylko jeden z elementów kreowania swojego wizerunku. Władca miał zaś być wówczas postrzegany jako zdrowy, silny i witalny. Występy na arenie, stawanie do rywalizacji na igrzyskach oraz branie udziału w polowaniach było potwierdzeniem przywołanych cech. Trzeba przecież nie lada krzepy, żeby pokonać bestię lub wytrenowanego gladiatora.

Współczesny polityk-władca nie musi już polować czy rywalizować z zawodowymi sportowcami. Sport nadal jest jednak ważnym elementem dla ludzi władzy. Bo choć polityk nie musi być już silny i witalny, to woli, żeby wyborcy widzieli w nim właśnie taką osobę. A sport ułatwia sprawianie wrażenia, że posiada takie cechy.



Print Friendly and PDF

Tomasz Janus

Sportowy fanatyk, który łączy pasję kibicowania i uprawiania nauki. Nieustannie poszukuje odpowiedzi na pytanie jak działa świat sportu, nauki, kibiców i biznesu. Więcej
    Blogger Comment
    Facebook Comment