Bramkarska parada Cezarego Osucha - fot. Tomasz Janus / sportnaukowo.pl
W najnowszym numerze czasopisma naukowego "Current Biology" ukazała się analiza serii rzutów karnych, które były wykonywane na mistrzostwach świata i mistrzostwach Europy w piłce nożnej w latach 1976-2012. Badacze w londyńskiego Unversity College doszli do wniosku, że broniąc rzuty karne, bramkarze popełniają błąd poznawczy i błąd logiczny znany jak paradoks hazardzisty. Tylko czy przypadkiem Eran Misirlisoy i Patrick Haggard nie zapomnieli o jednym fakcie w swoich naukowych poszukiwaniach?

Zacznijmy od tego czym w ogóle jest paradoks hazardzisty. Termin ten został dobrze opracowany w polskiej wersji Wikipedii, gdzie znajdujemy wyjaśnienie, ze jest to:
błąd poznawczy i błąd logiczny polegający na traktowaniu niezależnych od siebie zdarzeń losowych jako zdarzeń zależnych. W szczególności jest to myślenie, że zdarzenie będące przedłużeniem jakiejś bardzo nieprawdopodobnej serii jest mniej prawdopodobne, niż zdarzenie przerywające tę serię.
Odnosząc powyższe wyjaśnienie na życie codzienne, można powiedzieć, że w sytuacji gdy rzucamy monetą i trzy razy z rzędu wypadnie reszka, będziemy bardziej skłonni do obstawienia, że w czwartym rzucie wypadnie orzeł. Z punktu widzenia prawdopodobieństwa szansa na wypadnięcie orła jest jednak taka sama jak szansa wypadnięcie reszki. Wszystko dlatego, że w każdym rzucie o wyniku decyduje los (pomińmy tu fizykę). Wynik żadnego rzutu nie jest też uzależniony od wyników rzutów wcześniejszych. Można powiedzieć, że każdy rzut to jednostkowe wydarzenie, które nie ma punktów stycznych z innymi rzutami.

Misirlisoy i Haggard analizując serie rzutów karnych z ostatnich 36 lat zaobserwowali, że w sytuacji oddania trzech strzałów z rzędu w tym samym kierunku, przy czwartym uderzeniu bramkarz decydował się na rzut w przeciwną stronę. Decyzję taką podejmowało 69% golkiperów. I tu do gry wkracza tytułowy paradoks hazardzisty. Zdaniem autorów bramkarze popełniali błąd poznawczy i logiczny. Ich zdaniem kierunek czwartego strzału nie ma bowiem żadnego związku z kierunkiem trzech poprzednich uderzeń.

Z badaczami z University College London mógłbym się zgodzić tylko pod jednym warunkiem. Powoływanie się na paradoks hazardzisty byłoby zasadne w sytuacji, gdyby piłkarze strzelający rzuty karne nie mieli dostępu do informacji w jaki sposób rzutu karne wykonywali ich poprzednicy. Wystarczy jednak obejrzeć dowolny mecz, który kończy się serią jedenastek, żeby zobaczyć, że nic takiego nie ma miejsca. Piłkarze obu drużyn stoją w okolicach linii środkowej boiska - ci, którzy będą strzelali karne - lub przy swojej ławce rezerwowej. Nikt nie zabrania im jednak obserwowania całego konkursu rzutów karnych. Wiedza o każdym z oddanych strzałów jest więc dostępna dla zawodników. Gracz, który widzi, że trzech jego kolegów zdecydowało się na strzał w ten sam róg, zastanawia się więc czy powielić ich zachowanie, czy jednak strzelać w przeciwną stronę. Rozgrywa się wówczas mała psychologiczna wojna, bo strzelec może zastanawiać się, czy takie same dywagacje nie zajmują także bramkarza. I między innymi na tym polega piękno i tragedia rzutów karnych.

W swoim uzasadnieniu pójdę jeszcze dalej. Moim zdaniem powołanie się na paradoks hazardzisty w sytuacji, gdy kierunek strzału wcale nie jest losowy, jest mało fortunne. O ile w przypadku rzutu monetą nie mamy wpływu na jego wynik, to w sytuacji wykonywania rzutu karnego mamy do czynienia z myślącym człowiekiem. To do niego należy decyzja, w które miejsce bramki odda strzał (przynajmniej, w które miejsce planuje oddać strzał). Moneta zaś nie planuje czy tym razem upadnie orłem czy reszką do góry. 

W pracy, którą napisali Misirlisoy i Haggard bardziej od paradoksu hazardzisty zainteresował mnie więc fakt, że tylko raz na 25 strzałów (dokładnie 2,49%) bramkarze nie rzucają się, tylko zostają na środku bramki. Teoretycznie więc strzał w środek bramki to niemal pewny gol. Na takie uderzenie piłkarze decydują się jednak rzadziej niż w co dziesiątym strzale (dokładnie 9,14%). 

A skoro mowa o strzale w środek bramki to nie można zapomnieć o pewnym czeskim zawodniku. W mistrzostwach Europy w 1976 r. Antonin Panenka w taki sposób pokonał bramkarza RFN Seppa Maiera. 


Ale nie każdemu jest dane strzelać rzuty karne jak Panenka. W sytuacji, gdy zawodnik decyduje się na najpewniejszą z punktu wiedzenia nauki drogę do zdobycia gola z 11 metrów, czyli strzał w środek bramki, a golkiper stawia wszystko na jedną kartę i... nie rusza się, hit zostaje zastąpiony przez kit. Coś wie o tym Paweł Brożek, który w taki sposób usiłował kilka lat temu pokonać Jana Muchę.




Print Friendly and PDF

Tomasz Janus

Sportowy fanatyk, który łączy pasję kibicowania i uprawiania nauki. Nieustannie poszukuje odpowiedzi na pytanie jak działa świat sportu, nauki, kibiców i biznesu. Więcej
    Blogger Comment
    Facebook Comment