Tour de Pologne na Starówce w Warszawie - źródło TVP1
Duże imprezy sportowe niemal zawsze mają swoje plusy i minusy. Nie inaczej jest z Tour de Pologne. Największy w naszym kraju wyścig kolarski z jednej strony świetnie promuje kolarstwo oraz Polskę. Z drugiej strony tworzy wiele utrudnień dla mieszkańców miast, w których się odbywa. Przekonali się o tym mieszkańcy Warszawy, w której kończył się 2. etap TdP w 2014 r.

Choć peleton Tour de Pologne dojeżdżał do Warszawy ok 16:30 (czas dojazdu dopasowywany jest do ramówki telewizyjnej - sportowcy muszą dojechać przed Teleexpressem), to już przed południem centrum stolicy stało w korkach. Oglądając relację z trasy łatwo zrozumieć dlaczego tak się stało. Niemal wszystkie ulice, po których ścigali się kolarze w Warszawie, zostały obstawione barierkami oraz szczelnie oznakowane logotypami sponsorów. Przy normalnych ruchu samochodowym nie byłoby to możliwe. Tak na prawdę niemal przez cały dzień centrum Warszawy zostało wyłączone z normalnego funkcjonowania.

I tu pojawiają się pytania - czy takie działania mają sens? Jakie aspekty przemawiają za tym, żeby na długie godziny zamykać główną część miasta? Sytuacja nie dotyczy tylko Warszawy. Etapy Tour de Pologne od wielu lat kończą się w dużych miastach i to zazwyczaj w ich centralnej części. Te zostają więc sparaliżowane. Przestrzeń publiczną anektują sportowcy.

Zmagania kolarzy w Tour de Pologne transmitowane są nie tylko przez Telewizję Polską, ale także przez Eurosport. Obrazki z wyścigu na polskich drogach docierają więc nie tylko do odbiorców w Polsce. Doskonale zdaje sobie z tego sprawę organizator TdP Czesław Lang. Od lat trasa naszego narodowego touru ma więc być nie tylko wymagająca dla sportowców, ale także ciekawa dla postronnych obserwatorów. Przy wyznaczaniu trasy poszczególnych etapów ważne są więc także ich walory krajobrazowe. Wystarczy prześledzić transmisje w telewizji, by zobaczyć, że na każdym etapie nie brakuje pięknych kadrów, które promują nasz kraj.

Nie inaczej jest w Tour de France. Marek Brzeziński, którego radiowymi relacjami z TdF mogliśmy zachwycać się w lipcu, nie mógłby rozwinąć skrzydeł, gdyby kolarze jechali tylko bocznymi trasami. Zresztą przywołany Tour de France co roku kończy się w Paryżu. Obecność wielkich imprez w wielkich miastach jest bowiem doskonałą okazją do promocji tych ostatnich. Telewidz oglądający poniedziałkowy etap Tour de Pologne zobaczył kolarzy walczących o wygraną na tle najbardziej reprezentatywnych rejonów Warszawy. Siłą rzeczy są one głównymi arteriami miasta i wyłączenie ich z ruchu utrudnia jego normalne funkcjonowanie. 

Oczywiście trasę etapu można było poprowadzić inaczej - z mniejszymi utrudnieniami dla mieszkańców. Finisz można było zaplanować np. na obrzeżach miasta. Kolarze nie zablokowaliby wówczas stolicy. Tylko, ze wtedy w świat nadane zostałyby obrazki, na których Warszawa byłaby rejonem fabrycznych hal i słabo zagospodarowanych przestrzeni. Na szczęście nie zdecydowano się na taki ruch. Pokazano piękną część miasta, która może się podobać i która może zachęcić turystów do odwiedzenia Warszawy. Jeden dzień utrudnień w życiu miasta nie jest dużą ceną, którą musieliśmy za to zapłacić.


Print Friendly and PDF

Tomasz Janus

Sportowy fanatyk, który łączy pasję kibicowania i uprawiania nauki. Nieustannie poszukuje odpowiedzi na pytanie jak działa świat sportu, nauki, kibiców i biznesu. Więcej
    Blogger Comment
    Facebook Comment