Sparing Legii z Alemanią Aachem - fot. Tomasz Janus / sportnaukowo.pl
Legia Warszawa wyrasta na finansowego hegemona w polskiej piłce nożnej. W przygotowanym po raz ósmy przez firmę Deloitte raporcie "Piłkarska Liga Finansowa" warszawski klub ma blisko dwa razy większy przychód od drugiego Lecha Poznań i zbliża się do granicy 100 mln zł. Pytanie czy przełoży się to na sukcesy piłkarskie?

W ostatnich dwóch latach Legia zdobyła dwa mistrzostwa Polski i jeden Puchar Polski. Do wymarzonej Ligi Mistrzów, gdzie zarabia się naprawdę wielkie pieniądze, awansować się jednak nie udało. Legia musiała zadowolić się fazą grupową Ligi Europy, gdzie wielkich sukcesów nie odniosła. Jednak i to wystarczyło, żeby legioniści zdecydowanie poprawili budżet klubu.
Przychody polskich klubów w roku 2013 - źródło Deloitte
Przychody polskich klubów w roku 2013 - źródło Deloitte
Nie można zapominać, że przy Łazienkowskiej doszło także do porozumienia władz klubu z kibicami. Dodatkowo zmienił się właściciel klubu. Nieakceptowaną przez dużą część fanów Grupę ITI zajął popierany prezes Bogusław Leśnodorski oraz Dariusz Mioduski. Fani przestali bojkotować klubowe produkty i widać to na poniższym wykresie. Jednak nawet taka dominacja na polskim podwórku nie pozwala na osiąganie choćby zadowalających wyników w europejskich pucharach. Legia cały czas pozostaje lokalnym dominatorem. Gdy legioniści wyjeżdżają poza Polskę, spotyka ich brutalna konfrontacja z rzeczywistością.
Przychody Legii Warszawa - źródło Deloitte

Jeżeli przychody Legii nie pozwalają dotychczas na wyraźniejsze zaznaczenie swojego miejsca na piłkarskiej mapie Europy, to co powiedzieć o innych klubach? Plecy legionistów oglądają w Poznaniu. Jeszcze kilka lat temu miejscowy Lech wprowadzał profesjonalizm do polskiej piłki i wydawało się, że zdominuje rozgrywki pod względem sportowym i finansowym. Dziś "Kolejorz" notuje przychody blisko dwa razy niższe od warszawian. Dodatkowo lechici nie tylko nie osiągają sukcesów w Europie, ale także w Polsce. W Poznaniu na jakiekolwiek trofeum czekają od 2010 r.

Różnice w przychodach polskich klubów pomiędzy 2013 a 2012 r. - źródło Deloitte
Na osobną uwagę zasługują Wisła Kraków i Zagłębie Lubin. "Biała Gwiazda" zdominował rozgrywki, w których siedem razy zdobyła mistrzostwo Polski. W 2005 r. krakowianie byli o włos od awansu do Ligi Mistrzów. To już jednak historia. W 2013 r. klub miał przychody o ponad 15 milionów mniejsze niż w 2012 r. Dodając do tego bardzo słabe wyniki sportowe oraz konflikt na linii klub - kibice, otrzymamy obraz klubu, który zaczął się zwijać. Jeżeli nic się nie zmieni, to wkrótce Wisła może mieć problemy z utrzymaniem się w najwyższej klasie rozgrywkowej. Klub z Krakowa mogą bowiem dotknąć problemy związane z uzyskaniem licencji na grę w Ekstraklasie.

Zagłębie Lubin to natomiast przykład niezbyt dobrego zarządzania środkami klubu. Należący do koncernu KGHM Polska Miedź zespół miał w 2013 r. przychód na poziomie blisko 40 mln złotych. To trzeci do do wielkości przychód w Polsce. W Lubinie nie tylko nie zaowocowało to miejscem w czołówce tabeli, ale skończyło się ostatnim miejscem w Ekstraklasie i spadkiem z niej. Okazuje się, że nie tylko trzeba mieć pieniądze, ale także mądrze nimi gospodarować.

Przychody klubów Ekstraklasy - źródło Deloitte


W 2013 r. kluby piłkarskiej Ekstraklasy zanotowały przychody na poziomie 380 mln zł (ok. 90 mln euro). O konkurowaniu z czołówką Europy, czyli tzw. Wielką Piątką oczywiście nie ma mowy. Rodzime rozgrywki powoli zaczynają gonić końcówkę stawki europejskich średniaków. Cały czas jest to jednak różnica powyżej 60 mln euro. Szansy na zmniejszenie dystansu można upatrywać w odnoszeniu lepszych wyników w europejskich pucharach. To tam czekają duże pieniądze, ale polskie kluby nie mają do nich dostępu, bo odpadają już w eliminacjach.

Jednak nawet duże jak na polskie warunki budżety klubowe, nie muszą gwarantować sukcesu. Potwierdzają to niedawny dominator z Krakowa i mający solidnego sponsora klub z Lubina. W piłce nożnej potrzebni są kompetentni zarządzający. Muszą jednak wiedzieć, że piłkarski biznes rządzi się swoją specyfiką. Nie można go więc traktować schematycznie i kopiować rozwiązań z innych segmentów rynku. Specjalista, który sprawdził się w zarządzaniu np. siecią sklepów wcale nie musi sprawdzić się w sporcie. Tu trzeba specjalistów łączących sprawy biznesu i sportu.

Grafiki we wpisie: Deloitte
 


Print Friendly and PDF

Tomasz Janus

Sportowy fanatyk, który łączy pasję kibicowania i uprawiania nauki. Nieustannie poszukuje odpowiedzi na pytanie jak działa świat sportu, nauki, kibiców i biznesu. Więcej
    Blogger Comment
    Facebook Comment