Kadr z filmu "Boisko bezdomnych"
Zawsze denerwowałem się, oglądając amerykańskie filmy o sporcie, że są do bólu przewidywalne. Duża część z nich zbudowana jest na nieustannie powtarzanym schemacie, w którym na końcu obowiązkowo musi być szczęśliwe zakończenie. Dlatego z tym większą radością powróciłem w ostatnich dniach do filmu Katarzyny Adamik pt. "Boisko bezdomnych".

Film opowiadający o bezdomnych z warszawskiego Dworca Centralnego, którzy zaczynają grę w piłkę nożną, w niczym nie przypomina holywoodzkiej produkcji. Choć wcale nie trzeba zbyt wielkiej wyobraźni, by wyobrazić sobie, że reżyserka mogłaby pójść w taką stronę. Mamy oto niespełnioną gwiazdę polskiej piłki nożnej (kariera przerwana w wieku 17 lat z powodu złamania nogi), która w wyniku życiowych zakrętów ląduje na dworcu kolejowym. Tam zostaje trenerem poznanych bezdomnych. Czyni z nich reprezentację, z którą jedzie na mistrzostwa świata dla bezdomnych. 

Twórcy filmowi za oceanem raczej nie oparliby się pokusie, żeby dopisać szczęśliwe zakończenie. Wiadomo - stworzona przez nich reprezentacja zdobyłaby mistrzostwo świata. Przy okazji sukcesu skończona zostałaby także bezdomność głównych bohaterów. Wrócili by do swoich domów, żon i dzieci. Wszyscy żyliby długo i szczęśliwie. Dobrze, że Katarzyna Adamik nie poszła jednak w tę stronę. Opowiadana przez nią historia kończy się w momencie, gdy zaczyna się materiał na holywoodzki happy-end.


Właśnie ten brak nastawienia na szczęśliwe zakończenie - życie to nie film, nie zawsze wszystko układa się w nim po naszej myśli - pozwala lepiej skoncentrować się na piłce nożnej, która jest główną bohaterką tego filmu. Piłka niszczy życie Jacka Mroza (Marcin Dorociński), ale również i piłka pozwala mu walczyć o swoją godność w przejściach podziemnych dworca kolejowego. Zresztą to za sprawą piłki nożnej o swoim człowieczeństwie przypominają sobie również pozostali bohaterowie "Boiska bezdomnych".

Ale sama piłka nie jest lekarstwem, które rozwiąże wszystkie problemy. Stawianie takich sądów, byłoby bezpodstawne. Tak kreowany obraz były zbyt uproszczony. Piłka może być elementem, który pomoże zmienić życie na lepsze. Ale nie będzie to odmiana jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Dobrze widać to, gdy Górnik (Bartłomiej Topa) odwiedza żonę w drodze na mundial bezdomnych. Alkoholu jako sportowiec już nie tknie. Nadal nie jest jednak gotowy do porzucenia bezdomności i powrotu do domu.

"Boisko bezdomnych" pokazuje także, że choć dziś zawodowa piłka nożna jest przede wszystkim sposobem na zarabianie pieniędzy, to u jej podstaw cały czas tkwi dziecięca wręcz fascynacja tym sportem. Warto zwrócić uwagę, że swoje treningi bohaterowie filmu odbywają na nieistniejącym już Stadionie X-lecia. Na ten sam obiekt przychodził oglądać zawodowych piłkarzy Paragon z filmu "Paragon gola". Piłkę do treningów z kolegami Paragon ukradł. To samo robi Jacek Mróz, żeby zostać trenerem bezdomnych. W końcu Paragon dostał prawdziwą piłkę. Reprezentacja bezdomnych piłkę także dostaje. Radość jest taka sama w obydwu przypadkach.

Do "Boiska bezdomnych" warto wracać. Tym bardziej, że Studio Filmowe TOR udostępniło ten film bezpłatnie w serwisie Youtube. W świecie, gdzie piłka to wielki biznes, warto pamiętać, że jest też inna piłka nożna. Niosąca wiele radości i dająca szansę na odnalezienie samego siebie. 



Print Friendly and PDF

Tomasz Janus

Sportowy fanatyk, który łączy pasję kibicowania i uprawiania nauki. Nieustannie poszukuje odpowiedzi na pytanie jak działa świat sportu, nauki, kibiców i biznesu. Więcej
    Blogger Comment
    Facebook Comment