Moje legijne bilety z końca lat 90-ych i początku XXI w. - fot. Tomasz Janus / sportnaukowo.pl
Wyciągam dowolny bilet z moich zbiorów i natychmiast przenoszę się do meczu, którego dotyczy. Mogę nie pamiętać wyniku, ale nie zapomniałem, co wówczas czułem. Setki wspomnień przesuwają się przed moimi oczami. Przywołane z zapomnienia detale, pchają się do mojej świadomości. Nie chcą popaść w zapomnienie. Bo to one budowały moją fascynację sportem.

Moja Teczka Wspomnień jest zbiorem idealnym. Kończy się w roku 2006, gdy na mecze zacząłem chodzić z akredytacją dziennikarską. Teczka Wspomnień zawiera więc tylko bilety z pierwszych lat chodzenia na mecze. Każde wspomnienie jest w niej niemal dziecinnie piękne i mógłbym o nim opowiadać godzinami. We wspomnieniach chronologia nie jest ważna.

Bilet z meczu Legia - Udinese z 1999 r. - fot. Tomasz Janus / sportnaukowo.pl
Legia - Udinese Calcio 4 listopada 1999 r. Jeden bilet na "Żyletę" kosztował 25 zł. Kosmiczna kwota dla 15-latka. A na mecze chodziłem przecież ze starszym bratem. Razem to niemożliwe do zdobycia 50 zł. Do sprawy trzeba było podejść sposobem. Akurat brat obchodził osiemnastkę. Każdy w jego klasie z tej okazji dostawał książkę w prezencie. Paweł do szkoły zaniósł więc książkę z domu. W zamian za to dostał pieniądze, za które miała zostać kupiona książka dla niego od klasy. W sumie co za różnica, jaką książkę dostanie? Tym sposobem zyskaliśmy chyba 35 zł. Do 50 zł jakoś dozbieraliśmy. Na meczu byliśmy. Nie chcę sprawdzać wyniku. Nie on jest najważniejszy. 

Polska - Węgry 6 września 1997 r. Deszcz. Wszędzie deszcz. Gdy z bratem jechaliśmy autobusem na mecz, na przystanku na ul. Zwycięzców na Saskiej Kępie woda wlewała się do autobusu. Jedno z pierwszych spotkań, na które poszedłem tylko z bratem. Byłem już przecież prawie dorosły, bo w wakacje skończyłem 13 lat. W deszczowy wrześniowy dzień przygodę z reprezentacją Polski zaczynał Janusz Wójcik. Pięknego gola z rzutu wolnego strzelił Krzysztof Ratajczyk.

MKS Legionovia - Legia 26 stycznia 2003 r. Jedyny mecz w moim życiu, na którym usnąłem na stadionie. Była styczniowa niedziela w Legionowie, a ja usnąłem na stojąco na krzesełku na sparingu Legii. To była ostatnia klasa liceum. Poprzednie dwie noce spędziłem na dwóch studniówkach. Nie było czasu na sen, choć niedzielny poranek powinienem jednak spędzić nieco inaczej. Pojechałem jednak do Legionowa. I po prostu usnąłem na stojąco. 

Korona Kielce - Legia 29 kwietnia 2006 r. Eksplozji radości po golu na 2-2 w ostatniej minucie spotkania nie sposób zapomnieć. Gol Piotra Włodarczyka coraz szerzej otwierał bramy mistrzostwa Polski. Na wyjazd do Kielc pojechało kilkanaście autokarów z kibicami. Niesamowity tłok przy wejściu na stadion - wówczas najnowocześniejszy w Polsce. I nocny powrót na majówkę, bo wracając do Warszawy autokar przejeżdżał blisko mojej działki. Razem z bratem wysiedliśmy więc z autokaru pośrodku niczego i ok. 3:00 dwa kilometry maszerowaliśmy ciemną nocą do domu. Nigdy nie sądziłem, że wiejskie drogi mają tak głębokie dziury.

Bilet z meczu Legia - Widzew z 1996 r. - fot. Tomasz Janus / sportnaukowo.pl
Bilet z meczu Legia - Widzew z 1996 r. - fot. Tomasz Janus / sportnaukowo.pl

Legia - Widzew 22 maja 1996 r. Na własne oczy widziałem, jak umiera Wielka Legia z lat 90-ych XX wieku. W majowe popołudnie Legia prowadziła 1-0 po golu Tomasza Wieszczyckiego, ale ostatecznie przegrała 1-2. Na meczu byłem z tatą i bratem. Mieliśmy bilety na zakole od strony Łazienkowskiej. Cena - 5 zł za sztukę. Ale po wejściu na stadion nikt nie sprawdzał, gdzie pójdziemy. I tak pierwszy raz w życiu trafiłem na "Żyletę". A na boisku kończyła się pewna historia.

Legia - Stomil Olsztyn jesień 2000 r. Nigdy nie interesowało mnie zbieranie autografów od piłkarzy. Ale ten jeden raz to zrobiłem. Kupiłem bilet chyba dzień przed meczem. Jeśli mnie pamięć nie myli, były to czasy, gdy piłkarze Legii przebywali na przedmeczowych zgrupowaniach w hotelu na Agrykoli. Na boisku tego klubu swój mecz grały jakieś młodzieżowe drużyny. Na trybunach stał on - Marek Citko. Nie wiem jakim cudem, ale przełamałem swój wstyd. Poprosiłem o autograf na... bilecie, bo nie miałem nic innego.

RKS Okęcie - Legia 11 września 2002 r. Jeden z kilku meczów, które Legia rozgrywała na własnym stadionie w roli gościa. Tak samo było, gdy na Łazienkowską zawitał Świt Nowy Dwór Mazowiecki oraz raz Polonia Warszawa. Wizyta Okęcia nie budziła zbyt wielkich emocji. Ale dla mnie był to bardzo ważny mecz. Na trybunach pojawiłem się bowiem z zabandażowaną głową. Kilka dni wcześniej drugi raz w życiu trafiłem bowiem do szpitala ze wstrząśnieniem mózgu. Z tego powodu nie zobaczyłem też spotkania Legia 3-2 Wisła Kraków, na którym ułożona została kartoniada z podobizną Kazimierza Deyny. Do dziś nie mogę pojąć dlaczego rodzice puścili mnie w takim stanie na mecz.

Abonament na mecze Legii wiosna 1999 r. - fot Tomasz Janus / sportnaukowo.plAbonament wiosna 1999 r. To wtedy na dobre wsiąkłem w chodzenie na mecze. Dotychczas kupowałem bilety na pojedyncze spotkania. Ale wiosną 1999 r. stałem się dumnym posiadaczem abonamentu na trybunę odkrytą, czyli Żyletę. Dopiero zaczynałem poznawać specyfikę stadionu, zbiorowiska tysięcy ludzi i Żylety. Pamiętam, że na jednym z pierwszych meczów wystraszyłem się, gdy kibice zaczęli uderzać nogami w krzesełka. Karmiony medialnymi hitami, myślałem, że zaczyna się bójka. Od 1999 r. na Żyletę zacząłem przychodzić dwie godziny przed rozpoczęciem meczu. Często stałem pod stadionem jeszcze przed otwarciem bram. Razem z bratem szalikami rozłożonymi na krzesełkach zajmowaliśmy miejsca dla kolegów. Dwie godziny przed meczem można było zobaczyć jak budzą się trybuny. I tylko tu można było usłyszeć "Kolego rzuć okiem na szalik, bo idę z kija strzelić" od kibica, który pędem ruszył do toi-toia.



Print Friendly and PDF

Tomasz Janus

Sportowy fanatyk, który łączy pasję kibicowania i uprawiania nauki. Nieustannie poszukuje odpowiedzi na pytanie jak działa świat sportu, nauki, kibiców i biznesu. Więcej
    Blogger Comment
    Facebook Comment