Radość po bramce zdobytej w grze Goal 3

Dobra piłkarska gra komputerowa wcale nie musi mieć grafiki, która powoduje, że czuję się, jakbym oglądał mecz w jakości Full HD. Dobra piłkarska gra komputerowa wcale nie musi wiernie oddawać warunków na boisku. Nie musi nawet mieć jedenastoosobowych drużyn. Wszystko to wiem, bo w pierwszej połowie lat 90-ych XX wieku pasjami grałem w grę Goal 3 na konsoli Pegasus. Gra miała toporną grafikę i doprowadzającą do szału ścieżkę dźwiękową, ale nie zamieniłbym jej na najnowszą produkcję od EA Sports.

Dzień, w którym kartridż z grą Goal 3 pojawił się u mnie w domu, całkowicie zmienił moje postrzeganie piłki nożnej. Od tego dnia razem z bratem przez długie godziny mieliśmy podłączać do telewizora w dużym pokoju naszego wysłużonego Pegasusa i toczyć zacięte boje swoimi drużynami. A boje niewiele miały wspólnego z piłką nożną. 

Wszystko dlatego, że Goal 3 było produkcją azjatycką. Jeżeli blisko 20 lat temu oglądaliście na antenie stacji Polonia 1 serial "Kapitan Hawk", to doskonale wiecie, że piłkę nożna przedstawiciele Azji postrzegali wówczas w specyficzny dla siebie sposób. Widoczne to było w przypadku gry Goal 3. Bo czy w tradycyjnej symulacji gry w piłkę nożną można się spodziewać... piorunów, które rażą piłkarzy, piłki-bomby, które rozrywa siatkę, piłki-ryby, która zmierza do bramki ignorując prawa fizyki, cz zawodników, którzy stosują tajne super groźne wślizgi? Oczywiście w tradycyjnej grze tego nie uświadczymy. Ale w Goal 3 takie sytuacje były na porządku dziennym. Było też wiele innych specyficznych sytuacji, o których przez dwie dekady zdążyłem już zapomnieć.

Goal 3 było grą niesamowitą. Pierwszą w moim życiu, która pozwoliła wcielić się mi w zawodowych piłkarzy i rozgrywać mecze na wielkich stadionach. Że nie oddawała wiernie rzeczywistej rozgrywki w piłkę nożną? Kto by się tym przejmował będąc dziesiecio i dwunastolatkiem, który wreszcie może decydować, co się dzieje z piłką na ekranie telewizora. Goal 3 wprowadził mnie w świat wielkiej piłki i nigdy tej gry nie zapomnę. Zresztą zobaczcie sami na filmie poniżej. Czy takiej gry można było nie pokochać?




Print Friendly and PDF

Tomasz Janus

Sportowy fanatyk, który łączy pasję kibicowania i uprawiania nauki. Nieustannie poszukuje odpowiedzi na pytanie jak działa świat sportu, nauki, kibiców i biznesu. Więcej
    Blogger Comment
    Facebook Comment