Jezus na mundialu, czyli sacrum kontra profanum

"Jak trwoga to do Boga" - mówi dobrze znane przysłowie. Najwyraźniej wzięli je sobie do serca kibice Australii. W ostatnich dniach na niebie nad Melbourne latał bowiem gigantyczny balon stylizowany na pomnik Jezusa Chrystusa Odkupiciela, który znajduje się w brazylijskim Rio de Janeiro. A wszystko w związku z akcją reklamową i brazylijskim mundialem.

Wielki balon-Jezus ubrany był w koszulkę nawiązującą barwami do strojów reprezentacji Australii. Na koszulce znajdował się napis "#KEEP THE FAITH", czyli "Zachowaj wiarę". Najwyraźniej w Australii uznano, że w sprawa sukcesu na mistrzostwach świata w Brazylii jest już tylko kwestią wiary. Co prawda balon pojawi się na niebie zanim rozegrany został choćby pierwszy mecz Australii, ale w awans wierzy mało kto. Wszystko dlatego, że o wyjście z grupy reprezentacja ta walczy z Hiszpanią, Holandią oraz Chile.


Balon na australijskim niebie nie pojawił się jednak tylko w celu zapewnienia boskiego wsparcia dla reprezentacji Australii. Na koszulce Jezusa znajduje się bowiem także logo firmy bukmacherskiej sportstbet.com.au. Cała akcja była zaplanowaną kampanią reklamową australijskiego bukmachera. Akcją, która nastawiona była na wywołanie rozgłosu. Przyznać trzeba, że zamiar ten został spełniony, bo informacja o balonie-Jezusie szybko rozprzestrzeniła się na niemal cały świat.

W akcji reklamowej wykorzystane zostało kilka dość prostych skojarzeń. Skojarzenie pierwsze - odwołanie do największej sportowej imprezy 2014 r., która jest czasem zwiększonego zarobku dla firmy bukmacherskiej. Skojarzenie drugie - odwołanie się do Jezusa Chrystusa, który ma otoczyć opieką reprezentację Australii. Bez boskiej pomocy jej wyjście z grupy będzie trudne. Skojarzenie trzecie - odwołanie się do konkretnego wizerunku Jezusa. Chodzi konkretnie o pomnik Jezusa Chrystusa Odkupiciela z Rio de Janeiro. To wywołuje oczywiste skojarzenie  z Brazylią, w której odbywają się mistrzostwa świata.

Nie bez znaczenia jest także fakt, że w reklamie wykorzystany został motyw religijny. Taki zabieg tylko w sporadycznych przypadkach przechodzi bez echa. Jest on nieco ryzykowny, ale niemal zawsze gwarantuje darmowy rozgłos. Jednocześnie jest to kolejne potwierdzenie, że w świecie sportu przenikają się sfery sacrum i profanum. Nie jest to odosobniony przypadek. Więcej informacji o przejmowaniu przez sport symboliki i funkcji religijnych można znaleźć we wpisie Czy Bóg jest kibicem?


Print Friendly and PDF

Tomasz Janus

Sportowy fanatyk, który łączy pasję kibicowania i uprawiania nauki. Nieustannie poszukuje odpowiedzi na pytanie jak działa świat sportu, nauki, kibiców i biznesu. Więcej
    Blogger Comment
    Facebook Comment