Na mistrzostwach świata w Brazylii zadebiutowała technologia goal-line
Żadna bramka nie padnie już w nieprawidłowy sposób - taka idea przyświecała FIFA, gdy ta zdecydowała się na wprowadzenie technologii goal-line podczas mundialu w Brazylii. Sędziowie i widzowie dostali efektowne narzędzie, które pokazuje czy piłka całym obwodem przekroczyła linię bramkową. Arbitrzy nadal podejmują jednak nieprawidłowe decyzje. Wszystko dlatego, że cały czas nie mają dostępu do powtórek w trakcie meczu.

Wystarczyło oglądać dwa pierwsze mecze mistrzostw świata w Brazylii, by przekonać się, że technologia goal-line nie rozwiąże największych sędziowskich problemów. Co prawda pozwala ona podjąć dobrą decyzję, gdy nie wiadomo czy piłka przekroczyła całym obwodem linię bramkową (o tym za chwilę), ale jest bezsilna w przypadku orzekania o pozycji spalonej lub sytuacjach dotyczących fauli. Już w meczu otwarcia Brazylia jedną z bramek zdobyła po bardzo kontrowersyjnym rzucie karnym. W kolejnym meczu sędziowie nie uznali dwóch prawidłowych goli, które zdobyli gracze Meksyku.

Niezrozumiały jest upór największych światowych organizacji piłkarskich, które cały czas bronią się przed wprowadzeniem powtórek wideo, z których mogliby korzystać sędziowie. Wbrew ich argumentacji taki ruch nie zabijałby piękna piłki. Piękno to nie tkwi bowiem w błędnych decyzjach arbitrów, które wypaczają wyniki meczów. To prawda, że futbol jest grą błędów. Ale błędy te mogą popełniać piłkarze na boisku, trenerzy prowadząc drużyny, czy właściciele klubów decydując się na dane ruchy transferowe. Błędy sędziów, których zadaniem jest stanie na straży przestrzegania zasad gry w piłkę, są wirusem, który ją zabija.

Taki upór jest niezrozumiały tym bardziej, że współcześni kibice, którzy są na stadionie, mogą błyskawicznie dowiedzieć się, co pokazano na telewizyjnych powtórkach. Smartfony i tablety z dostępem do internetu, a nawet zwykły sms czy telefon od osoby, która śledzi mecz w telewizji, powoduje, że stadion przestał być zamkniętą twierdzą. Osoby na trybunach mają bardzo wiele sposobów komunikacji i pozyskiwania informacji ze świata zewnętrznego. Nie ma więc po co udawać, że ewentualne powtórki mogą doprowadzić do niepokojów na stadionach.


Na szczęście pojawiają się głosy, że największe piłkarskie organizacje wkrótce zgodzą się na korzystanie z powtórek wideo. O korzyściach, które może to przynieść, można przekonać się obserwując w jaki sposób goal-line rozwiązało problem przekroczenia przez piłkę linii bramkowej. Gdy w 2014 r. podczas meczu Francja - Honduras pojawiła się wątpliwość, czy piłka po strzale Karima Benzemy i niefortunnej interwencji Noela Valladaresa wpadła do bramki, wystarczyło kilka sekund, by sprawdzić, jak faktycznie było. O błędnej decyzji nie mogło być więc mowy.

Jeszcze cztery lata temu takie błędne decyzje wypaczały jednak wyniki meczów. W meczu 1/8 finału Niemcy - Anglia sędzia nie uznał gola, choć piłka po strzale Franka Lamparda przekroczyła linię bramkową o dobry metr. Widział to cały świat i tylko arbiter żył w niewiedzy, aż do czasu, gdy po meczu zobaczył powtórkę. Dziś o takiej pomyłce - dzięki technice - nie byłoby mowy. Tak samo celne decyzje będzie można podejmować, gdy udostępnione zostaną powtórki wideo.


Goal-line to nie jedyna technologiczna nowinka wprowadzona podczas mundialowych meczów. Po boiskach Brazylii sędziowie biegają z... pianką przyczepioną do spodenek. Gdy tylko podyktowany zostanie rzut wolny, sędzia sięga po piankę i zaznacza nią miejsce, w którym ma być ustawiona piłka. Następnie odmierza zaś 9,15 m (10 jardów) i pianką zaznacza linię, której nie może przekroczyć mur. Po kilkudziesięciu sekundach piankowa linia znika.

Rozwiązanie jest bardzo proste i pozwala uniknąć ruchomych murów oraz przesuwającej się piłki. Szkoda tylko, że nie poszła za tym transmisja telewizyjna. Aż prosi się, żeby widzowie zobaczyli na ekranie linię lub koło, które będzie wyznaczało 9,15 metra. Jest to dostępne w transmisjach z wielu innych rozgrywek. A w sytuacji, gdy sędzia rysuje linię na boisku, pozwoliłoby sprawdzić dokładność pomiaru.


W ciągłym narzekaniu na jakość i sposób transmisji, warto sięgnąć do archiwalnych nagrań. Takich jak zamieszczony powyżej film z finału mistrzostw świata z 1966 r. Anglia - Niemcy. O goal-line a nawet ujęciach z kilku kamer nie było mowy. Sędzia podejmował decyzję na "oko". A piłka i tak była piękna. I tak samo piękna jest dziś. I nie zmienią tego ani złe decyzje sędziów, ani nowoczesna technologia. 


Print Friendly and PDF

Tomasz Janus

Sportowy fanatyk, który łączy pasję kibicowania i uprawiania nauki. Nieustannie poszukuje odpowiedzi na pytanie jak działa świat sportu, nauki, kibiców i biznesu. Więcej
    Blogger Comment
    Facebook Comment