Psychologia tłumu - czy Gustave Le Bon miał rację?

O tłumie mamy jak najgorsze zdanie. Tym bardziej, gdy tłum składa się z kibiców. Media wiele razy dostarczają nam informacji o agresywnych zachowaniach tłumu kibiców. Stali widzowie serwisów informacyjnych mogą już na pamięć znać powtarzane od lat nagrania z zamieszek fanów. Okazuje się jednak, że nad tłumem kibiców można zapanować. Doskonale zostało to udowodnione 25 maja 2014 r. w Warszawie. Kibice Legii Warszawa cieszyli się wówczas ze zdobycia mistrzostwa Polski. Wielotysięczny tłum przeszedł w tym dniu przez Warszawę i zniszczeń nie było.

Przebywanie w tłumie uznawane jest za jedną z przyczyn agresywnych zachowań kibiców. W swoim doktoracie opisywałem to w następujący sposób:
(...) przyczyny agresywnych zachowań kibiców upatrywane są także w ich liczebności. Podczas widowiska sportowego kibice stanowią tłum i to miałoby być przyczyną ich agresji. Pogląd ten odwołuje się do koncepcji zachowań tłumu G. [ustawa - przy TJ] Le Bona. [1]  Teoria ta powstała pod koniec XIX i zakłada, że w tłumie zanika świadomość własnej odrębności, a uczucia i myśli wszystkich jednostek mają tylko jeden – najczęściej skrajny – kierunek. Tłum nie jest zbiorem jednostek, a osobnym organizmem. W tłumie bardzo rzadko pojawiają się jednostki, które nie tracą poczucia swojej osobowości i potrafią przeciwstawić się panującemu w nim nastrojowi i nie poddać się sugestii. Z tego powodu tłum łatwo ulega nawet niesprawdzonym informacjom, a panująca w nim anonimowość i poczucie bezkarności są przyczyną okrucieństwa, którego nie dopuściłyby się jednostki.
Poglądy Le Bona o zachowaniach jednostki w tłumie zostały potwierdzone przez psychologów społecznych. Skonstruowali oni termin deindywiduacja, który oznacza „rozluźnienie normalnych zahamowań pod wpływem działania tłumu, co prowadzi do nasilania się czynników impulsywnych i patologicznych.” [2] Deindywiduacja powoduje, że ludzie stają się mniej odpowiedzialni za swoje zachowanie. Pozwala im to na dopuszczanie się zachowań, które nie popełniliby w pojedynkę. Jednocześnie przebywanie w tłumie powoduje, że jednostka zwiększa swoje posłuszeństwo wobec norm grupowych. [3]
Tłum łatwo ulega sugestiom, szczególnie, gdy są one podane przez osobę dla niego ważną – tzw. lidera. W przypadku kibiców może to być ich lider, który bez większego problemu może ukierunkować ich zachowania i działania. Szczególnie, gdy nakierowane są one na osoby innej rasy lub o innej tradycji. 
[4]
Przywołana powyżej teoria bardzo często potwierdzała się w rzeczywistości. Kibice - także w sytuacji przeżywania chwil radości - dopuszczali się agresywnych zachowań. Kończyło się to demolowaniem własnego miasta i medialnym nagłaśnianiem tych wydarzeń. Prawdopodobnie media miały nadzieję, że podobnie będzie 25 maja 2014 r. w Warszawie. Wielotysięczny tłum cieszących się kibiców - często radość wspierających alkoholem - z mistrzostwa Polski swojej ukochanej drużyny miał świętować na Starówce. Do zniszczeń jednak nie doszło. Zadecydowało o tym kilka aspektów.

Kibice Legii w drodze na Starówkę w 2014 r. - fot. Tomasz Janus / sportnaukowo.pl
Kibice Legii w drodze na Starówkę w 2014 r. - fot. Tomasz Janus / sportnaukowo.pl
Obserwując wydarzenia poprzedzające fetę w Warszawie, sam jej przebieg oraz komunikaty publikowane już po zakończeniu świętowania można odtworzyć działania, które zostały podjęte w celu niedopuszczenia do pojawienia się agresywnych zachowań. Sytuacja taka nie byłaby możliwa, gdyby do współpracy nie usiadły przynajmniej cztery strony:
  • klub Legia Warszawa,
  • kibice Legii Warszawa,
  • policja,
  • władze miasta stołecznego Warszawa.


Tłum kibiców na Krakowskim Przedmieściu - fot. Tomasz Janus / sportnaukowo.pl
Tłum kibiców na Krakowskim Przedmieściu - fot. Tomasz Janus / sportnaukowo.pl
Szansa na zdobycie przez Legię mistrzostwa Polski pojawiła się po meczach 34. kolejki ekstraklasy, która została rozegrana w dniach 16-19 maja 2014 r.. Legia wygrała wówczas w Zabrzu z Górnikiem 3-2 a Lech Poznań przegrał w Gdańsku z Lechią 1-2. Jasne było już wówczas, że jeżeli legioniści nie przegrają w kolejnym meczu z Ruchem Chorzów - zostaną mistrzami Polski. Sukces piłkarski oznaczał będzie zaś radość kibiców, którzy tradycyjnie pójdą świętować na warszawską Starówkę. Podczas tradycyjnego świętowania niemal zawsze dochodziło zaś do interwencji policji.

W 2014 r. sytuacja rozwiązana została jednak inaczej. Przede wszystkim klub nawiązał ścisłą współpracę z przedstawicielami kibiców. To ze strony klubu i Stowarzyszenia Kibiców Legii Warszawa wyszła inicjatywa - moim zdaniem wręcz genialna - żeby kibiców zaprosić do wspólnego świętowania z piłkarzami na Starym Mieście, a jednocześnie szybko uwolnić ten rejon Warszawy od tłumu fanów. 

Kibice Legii pod Kolumną Zygmunta - fot. Tomasz Janus / sportnaukowo.pl
Kibice Legii pod Kolumną Zygmunta - fot. Tomasz Janus / sportnaukowo.pl
Trzy dni przed świętowaniem klub i kibice wydali oświadczenie ze szczegółami świętowania. Podjęto działania, który miały zapewnić kontrolę nad przebiegiem pochodu. Za jego uformowanie mieli odpowiadać kibice. Czoło pochodu miał zaś stanowić odkryty autobus z piłkarzami, pracownikami klubu oraz przedstawicielami kibiców. Autobus miał przejechać ze stadionu na Stare Miasto, a następnie poprowadzić pochód ponownie pod stadion. W ten sposób Starówka szybko została uwolniona od tłumu kibiców. To właśnie tam kibice spędzali zawsze najwięcej czasu. Gdy policja brała się za skłanianie "maruderów", którzy świętowali od wielu godzin, do opuszczenia Starówki - zazwyczaj dochodziło do przejawów agresji z obu stron.

Nie bez znaczenia był także fakt, że prowadzący doping na stadionie "Staruch" już przed meczem przekazywał informacje, że po ostatnim gwizdku sędziego nikt nie wybiega na murawę. Apelował także o godne zachowanie podczas fety na ulicach Warszawy. Nie brakowało także apeli o szacunek dla własnego miasta i nie dopuszczanie się aktów wandalizmu.

Kibice Legii cieszą się ze zdobycia mistrzostwa Polski 2014 - fot. Tomasz Janus / sportnaukowo.pl
Kibice Legii cieszą się ze zdobycia mistrzostwa Polski 2014 - fot. Tomasz Janus / sportnaukowo.pl
Nie bez znaczenia było także zachowanie policji, która zabezpieczała radość kibiców. O ile przedstawiciele policji byli dobrze widoczni na ulicach przed rozpoczęciem meczu, to ich praca ograniczała się do dyskretnego obserwowania. Gdy tłum bawiący się przed meczem w kibicowskim barze "Źródełko" stawał się coraz liczniejszy, policja odsuwała się nieco dalej. O masowych mandatach za picie alkoholu też nie było mowy. 

Jeszcze bardziej profesjonalnie policja zachowała się w trakcie przemarszu kibiców przez Warszawę. Brałem udział w przemarszu i na całej jego trasie policję widziałem dwa razy. Raz w okolicach Placu Trzech Krzyży i raz na Rondzie Charles de Gaulle. W obu przypadkach policja wstrzymywała ruch samochodów i umożliwiała kibicom sprawne przejście przez miasto.

Nie oznacza to jednak, że siły policyjne zostały całkowicie wycofane z okolic drogi kibiców. Wystarczyło przejść w rejon ul. Długiej, by zobaczyć, że w razie nagłej potrzeby interwencja zostanie podjęta. Policja podjęła jednak działania w głównej mierze obserwacyjne. Nie wkraczała także do akcji by karać tłum kibiców za picie alkoholu w miejscu publicznym, odpalanie pirotechniki czy używanie wulgarnych słów. Może nie jest to zgodne z literą prawa, ale pozwala także uniknąć niepotrzebnych w tym momencie napięć. Lepszym rozwiązaniem jest dopuszczenie występowania wymienionych powyżej czynów, niż zwalczanie czynów o niskiej szkodliwości, co w konsekwencji może doprowadzić do agresywnych zachowań, a nawet zamieszek.

Autokar z piłkarzami Legii - fot. Tomasz Janus / sportnaukowo.pl
Autokar z piłkarzami Legii - fot. Tomasz Janus / sportnaukowo.pl

Z dobrej strony pokazali się także przedstawiciele miasta stołecznego Warszawa. Władze Legii z prośbą o zgodę na zorganizowanie przemarszu kibiców zgłosili za późno. Wynikało to z przywołanych powyżej wyników meczów 34. kolejki ekstraklasy. W wymaganym terminie w Legii nikt nie mógł bowiem wiedzieć, że zespół tak szybko zdobędzie mistrzostwo Polski. Władze miasta nie piętrzyły jednak problemów i wyraziły zgodę na zorganizowanie mistrzowskiej fety.

Wydarzenia z Warszawy pokazują, że nawet z tłumem radosnych i nie zawsze trzeźwych kibiców można sobie dać radę. Konieczna jest jednak wola współpracy kilku stron. Ważne jest, żeby wszystkie strony widziały wspólny cel do którego dążą. W efekcie kibice Legii cieszyli się ze wspaniałej zabawy, klub składa im podziękowania, a i policja nie miała więcej pracy niż podczas dużych imprez plenerowych.


[1] Le Bon G. (2009). Psychologia tłumu. Kęty. s. 15-32.
[2] Aronson E., Wilson T. D., Akert R. M. (2006). Psychologia społeczna. Warszawa. s. 252.
[3] Tamże. s. 254.
[4] Dudała J. (2004).  Fani-chuligani. Rzecz o polskich kibolach. Warszawa s. 82.



Print Friendly and PDF

Tomasz Janus

Sportowy fanatyk, który łączy pasję kibicowania i uprawiania nauki. Nieustannie poszukuje odpowiedzi na pytanie jak działa świat sportu, nauki, kibiców i biznesu. Więcej
    Blogger Comment
    Facebook Comment