"To nasza Legia" - fanzin protestowy - fot. Tomasz Janus / sportnaukowo.pl

Kibice są tematem, który często cieszy się zainteresowaniem mediów i dziennikarzy. Ale i sami kibice często parają się "dziennikarką". Zazwyczaj nie jest to praca profesjonalna, a jej początków należy upatrywać w działalności mocno podziemnej. Dziś tzw. media kibicowskie mają o wiele łatwiej. Wszystko dzięki internetowi i faktowi, że założenie strony kibicowskiej nie jest zbyt trudne. Nie oznacza to jednak, że w zapomnienie odeszły fanziny. Jest to sposób komunikacji, o którym kibice cały czas pamiętają.

Hasło "fanzin" pojawia się niemal w każdej publikacji naukowej dotyczącej środowiska polskich kibiców z lat 90-ych XX wieku. Czym w ogóle jest fanzin? Słownik Języka Polskiego PWN wyjaśnia znaczenie tego terminu w następujący sposób:
fanzin [wym. fanz-in] środ. «gazetka produkowana i rozprowadzana w środowiskach związanych z ruchem punk, obecnie należąca do szerszego obiegu pism alternatywnych».
Początków kibicowskich fanzinów w Polsce należy upatrywać w okresie dynamicznego rozwoju środowiska kibiców, które nastąpiło w latach 80-ych i 90-ych XX wieku. Te wydawane bardzo chałupniczymi metodami pisma, były sposobem komunikowania się kibiców między sobą. Na dostęp do oficjalnych kanałów komunikacji nie mogli oni liczyć. Równie ważny jest fakt, że treści zamieszczanie w fanzinach raczej nie chciałby publikować żadna gazeta. Wszystko dlatego, że na łamach fanzinów opisywane były m.in. eskapady na mecze wyjazdowe oraz dość częste bójki z innymi kibicami.

"To nasza Legia" - fanzin protestowy - fot. Tomasz Janus / sportnaukowo.pl
"To nasza Legia" - fanzin protestowy - fot. Tomasz Janus / sportnaukowo.pl
Wydawać mogło się, że w czasie niemal powszechnego dostępu do internetu, który odesłał w niebyt niektóre z form komunikacji, znikną także i fanziny. Przedwczesne byłoby jednak stawianie hipotezy, że fanziny nie są obecne w środowisku kibicowskim. W ostatnich latach można jednak mówić o profesjonalizacji mediów kibicowskich. Pomińmy w tym miejscu kibicowskie media w internecie, które zasługują na bardziej dogłębną analizę i pozostańmy przy drukowanych mediach kibicowskich.

O tym, że kibice bardzo dobrze potrafią wykorzystać zainteresowanie tematyką kibicowską, można przekonać się czytając wpis pt. "Literatura kibicowska, czyli kibice do piór!". Podobnie jest z kibicowskimi fanzinami, które przestały być lichymi periodykami, które grupa zapaleńców składała w domowym zaciszu. Dziś technika poszła zdecydowanie do przodu, a za nią postępował rozwój kibicowskiej prasy. Dobrym przykładem ewolucji tego segmentu prasy jest przykład miesięcznika "To my kibice". Choć tematyką nie odbiega on od pism z początkowej fazy rozwoju fanzinów, to jego szata graficzna jest zdecydowanie bardziej profesjonalna. Profesjonalny jest także kolportaż tego tytułu. Można go bowiem kupić bez większych problemów w salonach prasowych.

Ale zdarzają się sytuacje, gdy kibice wracają do pierwotnych fanzinów. Składają je wówczas za pomocą prostego oprogramowania i kolportują pod stadionami. Tak było m.in. w czasie konfliktu na linii kibice Legii - ITI, który z przerwami trwał od 2007 do 2013 r. Kibice tworzyli wówczas fanziny - proponuję nazwać je faniznami protestowymi. Ograniczały się one do złożonej na pół kartki A3 i wykorzystywały tylko czarny kolor druku. Sam fanzin w całości był zaś poświęcony kwestii konfliktu, przedstawianiu swoich racji i punktowaniu błędów właścicieli klubu.

W tym miejscu może pojawić się wątpliwość, dlaczego kibice decydowali się na wykorzystanie tak zapomnianej formy komunikacji w czasach, gdy dostęp do internetu jest niemal powszechny. Na pewno znaczenie miały następujące fakty:
  • fanzin rozdawany pod stadionem trafiał do osób, które udawały się na mecz, a więc były zainteresowane sprawami związanymi z klubem;
  • głos kibiców słabo przebijał się do mediów masowych - fanzin dawał im możliwość przedstawienia swoich poglądów i dodarcia z nimi do zainteresowanych osób;
  • fanzin pokazywał, że kibice potrafią zorganizować się i wyartykułować swój głos, który będzie słyszalny nawet w konflikcie, gdzie druga strona - ITI - dysponuje mediami ogólnopolskimi;
  • wydawanie fanzinu protestowego było dość danie - wynikało to z jego szaty graficznej oraz faktu, że na wydawanie składali się sami kibice.

Błędem byłoby więc uważanie, że fanziny to przeszłość. Dlatego jeśli ktoś chce wam wręczyć pod stadionem jakieś pismo, nie omijajcie go szerokim łukiem. To wcale nie musi być kolejna reklama. To może być mający już swoje lata, ale wciąż nie dający o sobie zapomnieć fanzin, czyli przejaw pierwotnego kibicowskiego dziennikarstwa. 



Print Friendly and PDF

Tomasz Janus

Sportowy fanatyk, który łączy pasję kibicowania i uprawiania nauki. Nieustannie poszukuje odpowiedzi na pytanie jak działa świat sportu, nauki, kibiców i biznesu. Więcej
    Blogger Comment
    Facebook Comment