Bij mistrza! I wierz - rok później

Piłkarze Legii cieszą się z Mistrzostwa Polski - fot. Tomasz Janus / sportnaukowo.pl
Gdy rok temu pisałem tekst pt. "Bij mistrza! I wierz" cieszyłem się z faktu, że Legia Warszawa została mistrzem Polski 2013 r. Dziś mogę przyznać, że tekst powstał z powodów asekuranckich. Po prostu kibicuję Legii tak długo, że nauczyłem się, że drużyna ta zawsze jest wśród kandydatów do końcowego triumfu, ale rzadko go osiąga. Tym razem byłem w błędzie.

Do końca rozgrywek ligowych pozostały trzy kolejki, a Legia potrzebuje tylko jednego punktu, żeby powtórzyć ubiegłoroczny sukces. Jestem jednak niemal pewien, że świętowania nie trzeba będzie odkładać nawet do najbliższego meczu "wojskowych". Wszystko dlatego, że Lech Poznań raczej nie wygra z Pogonią Szczecin. To wystarczy by legioniści znów zostali mistrzami Polski. Po cichu mam jednak nadzieję, że "Kolejorz" będzie grał do końca i jednak wygra. Mistrzostwo zdobywane przed telewizorem smakuje jednak słabiej niż to, gdy zdobywa się je bezpośrednio po własnym meczu. Dlatego w sobotę życzę Lechowi wygranej.

Habemus Campione - oprawa kibiców Legii - fot. Tomasz Janus / sportnaukowo.pl
Habemus Campione - oprawa kibiców Legii - fot. Tomasz Janus / sportnaukowo.pl
Skoro przywołałem już moją niewiarę z ubiegłego roku, to warto zwrócić uwagę, że nie jest to zachowanie specyficzne tylko dla mnie. Wśród kibiców jest duża grupa fanów, dla których końcowy wynik jest ważny, ale wcale nie jest najważniejszy. Jakby z założenia przyjmuje się fakt, że nie zawsze można być zwycięzcą. W końcu do zawodów staje wiele drużyn, a na koniec wygrywa tylko jedna. Nie zmienia to jednak faktu, że i te notorycznie faworyzowane i zawodzące seriami zespoły mają swoich wiernych fanów. Sięgnijcie po książkę pt. "Futbolowa gorączka", którą napisał Nick Hornby, a zobaczycie jak przez wiele lat męczyli się w oczekiwaniu na sukces wierni fani Arsenalu Londyn. Brak sukcesów nie miał jednak wpływu na ich przywiązanie do barw.

I właśnie takich kibiców podziwiam najbardziej. Wiernych swojej drużynie w każdej sytuacji. Bo łatwo jest być fanem wielkich europejskich klubów. Wspieranie Barcelony, Realu Madryt, Manchesteru United,  Bayernu Monachium i innych wielkich zespołów, jest zadaniem niemal komfortowym. Szczerze mówiąc łatwo jest też kibicować Legii, która niemal zawsze jest w ligowej czołówce. Ale pozostać wiernym zespołowi, który ma małe szanse na sukces, to dopiero prawdziwy sprawdzian kibicowskiej wierności. 

Zapomniane boisko w Pieninach. Tu też są kibice - fot. Tomasz Janus / sportnaukowo.pl
Zapomniane boisko w Pieninach. Tu też są kibice - fot. Tomasz Janus / sportnaukowo.pl
Na szczęście jest wielu fanów, którzy go zdają. Nie każdy chce być bowiem kibicem Realu Madryt, który dziesiąty raz zostaje najlepszą drużyną Europy, czy wspierać Rosenborg Trondheim, który w latach 1990-2010 mistrzem Norwegii zostawał 17 (!) razy w tym 13 razy z rzędu. 

I właśnie dlatego cieszę się z mistrzostwa Legii i coraz bardziej podziwiam wierność kibiców, którzy wiedzą, że ich kluby na sukces nie mają szans. 



Print Friendly and PDF

Tomasz Janus

Sportowy fanatyk, który łączy pasję kibicowania i uprawiania nauki. Nieustannie poszukuje odpowiedzi na pytanie jak działa świat sportu, nauki, kibiców i biznesu. Więcej
    Blogger Comment
    Facebook Comment