Idole są wśród nas, czyli o spotkaniu z Dusanem Kuciakiem

Dusan Kuciak rozdaje autografy - fot. Tomasz Janus / sportnaukowo.pl
"Jestem dumny, że mogę panu uścisnąć rękę. Dla mnie szarego człowieka to wiele znaczy" - tymi słowami zwrócił się po zapowiadanym przeze mnie tydzień temu spotkaniu z Dusanem Kuciakem do bramkarza Legii jeden z fanów. Był nim dorosły mężczyzna, który mógł mieć ok. 50 lat. Dusan uśmiechnął się, ale widać było, że jest nieco speszony wyznaniem kibica. A mi przeszła wówczas przez głowę myśl, że oto byłem świadkiem rzeczywistego spotkania fana z idolem.

O idolach z Łazienkowskiej pisałem ponad rok temu. Szczerze przyznam, że obecnie żaden z piłkarzy - nie tylko Legii, ale również innych klubów - nie jest dla mnie idolem. Podejrzewam, że wynika to z faktu, że trudno mi wyobrazić sobie sytuację, w której za idola uznaję sportowców, którzy są moimi rówieśnikami. Nie bez znaczenia jest także fakt, że przez kilka ostatnich lat miałem okazję poznać świat zawodowego spotu od środka. Jest to bardzo interesujące doświadczenie, ale odziera także sport z otoczki tajemniczości, wyjątkowości i niedostępności. Inna sprawa, że także będąc młodszym, nie miałem idoli. Podziwiałem sportowców - i to nie tylko piłkarzy, bo fascynowała mnie postać Michaela Jordana - ale za idoli ich nie uważałem.

Ale czy może dziwić fakt, że dla dorosłego mężczyzny, o którym wspomniałem na wstępie, spotkanie z bramkarzem jest tak wielkim przeżyciem? Zastanawiałem się nad tym i uświadomiłem sobie, że moje zdziwienie jest zupełnie nie na miejscu. Przecież to przejaw dobrze mi znanego przenoszenia pewnych przejawów religijności do sfery codzienności. Mówiąc innymi słowy - przejaw przenikania się sfery sacrum i sfery profanum.

Dusan Kuciak w otoczeniu fanów - fot. Tomasz Janus / sportnaukowo.pl
Dusan Kuciak w otoczeniu fanów - fot. Tomasz Janus / sportnaukowo.pl
Spójrzmy na opisane przeze mnie zdarzenie, posługując się koncepcją J. Krasnowolskiego, który uznał, że współczesny sport przejmuje funkcje należące wcześniej do religii. Sfera profanum przejmuje funkcje sfery sacrum. Innymi słowy dochodzi do przebóstwienia piłkarza. W skali makro spotkało to Diego Maradone, który ma własny kościół Iglesia Maradoniana. W mniejszej skali, ale na naszym podwórku i tak gigantycznej, spotkało to Artura Boruca podczas gry w Celticu Glasgow. Zresztą sam Kuciak wspominał podczas spotkania o Borucu i określał go właśnie mianem idola. 

Polecam osobny wpis o koncepcji Krasnowolskiego, poglądach Mircea Eliade oraz przejawach przenikania się sfery sacrum i profanum w sporcie pt. "Czy Bóg jest kibicem?". W sposób czysto naukowy opisałem to zagadnienie w 2009 r. w Warszawskich Studiach Pastoralnych w artykule pt. "Kiedy sport staje się religią".



Print Friendly and PDF

Tomasz Janus

Sportowy fanatyk, który łączy pasję kibicowania i uprawiania nauki. Nieustannie poszukuje odpowiedzi na pytanie jak działa świat sportu, nauki, kibiców i biznesu. Więcej
    Blogger Comment
    Facebook Comment