Witajcie w świecie zakodowanych meczów i telegazety

Telegazeta TVP1
Wiele razy zastanawiałem się dlaczego, ktoś zostaje fanatycznym kibicem na całe swoje życie. Przecież dla dużej części społeczeństwa wizyta na stadionie piłkarskim to nic innego, jak potwierdzenie, że należy się do gorszej - nie ukrywajmy głupszej - części ludzkości. Jeżeli faktycznie tak jest, to pozwolę sobie opisać studium przypadku zarażenia się fanatyzmem.

Na początku krótkie wprowadzenie. Akcja dzieje się w latach 90-ych XX wieku. Polska piłka chyli się ku upadkowi. Dosłownie i w przenośni. Powoli rozpadają się stadiony, reprezentacja ostatni raz na wielkiej piłkarskiej imprezie wystąpiła w 1986 r. (Igrzyska Olimpijskie w Barcelonie w 1992 r. to tylko miły, ale jednak przerywnik) i na kolejny awans będzie musiała czekać do 2002 r. Telewizja Polska ma dziwaczną manierę pokazywania... tylko drugiej połowy meczu ligowego. W telewizyjnym magazynie piłkarskim "Gol" króluje sformułowanie "Bramka w drugiej połowie padła tak szybko, że zaskoczyła nawet naszego operatora". Najciekawsze mecze ligowe pokazywane są w kodowanej stacji telewizyjnej, a nie ma internetu, gdzie zawsze znajdziesz link do transmisji meczu. Pozostaje telegazeta, zakodowany Canal+ oraz radiowe Studio S-13. Czy w takich warunkach młody chłopak może zostać kibicem?


Oczywiście, że tak! Miłość może bowiem narodzić się nawet w najbardziej niesprzyjających warunkach. Nawet miłość do klubu piłkarskiego. A wszystko wyglądało tak...

Do 1998 r. na meczu na stadionie byłem tylko trzy razy. Raz chyba w 1989 r. na meczu reprezentacji Polski, raz 18 czerwca 1995 r. (wygrana Legii Warszawa 2-0 z GKS-em Katowice w finale Pucharu Polski) i raz 22 maja 1996 r. (przegrana Legii Warszawa 1-2 z Widzewem Łódź). Oglądać mecze na żywo chciałem bardzo, ale jako uczeń początkowych klas szkoły podstawowej nie miałem szans na takie wyprawy. Po pierwsze przeszkadzał brak zgody ze strony rodziców, a po drugie niedobór środków finansowych na bilety. Co prawda w 1996 r. bilet na mecz z Widzewem, który decydował o mistrzostwie Polski, kosztował 5 zł, ale skąd tyle pieniędzy miał wziąć uczeń V klasy w latach 90-ych?

Bilet z meczu Legia - Widzew z 1996 r.
Bilet z meczu Legia - Widzew z 1996 r.
Z przymusu do 1998 r. - wówczas zacząłem chodzić na mecze regularnie - nie pozostało nic innego, jak bycie kibicem w kapciach. A ten napotykał na przedstawione powyżej problemy. Dekodera do Canal+ w domu nie było. (Pamiętacie czasy, gdy istniał tylko C+ a nie cała platforma cyfrowa C+?) Ale Canal+ miał tak wspaniały gest, że transmitował odkodowany wstęp do meczu. Relacja była kodowana w momencie pierwszego gwizdka sędziego. Ale czasem najwyraźniej ktoś w C+ zapominał nacisnąć "przycisk kodowania" (tak to sobie wyobrażałem w latach 90-ych i zdania nie zmienię!) i odkodowana transmisja hulała nawet ze 2 minuty! Raz chyba nawet w tym czasie padła bramka.

Zakodowanie nie oznaczało jednak, że przestawało się oglądać transmisję meczu. Obraz był bowiem dostępny, ale wyglądał mniej więcej, jak w tym filmie http://www.youtube.com/watch?v=Q7OrxEUYzPg lub na zdjęciu poniżej. Nawet dziś widać, że na upartego można oglądać. Z silnym naciskiem na słowo UPARTEGO.

Zakodowany mecz z lat 90-ych - źródło: youtube.com
Zakodowany mecz z lat 90-ych - źródło: youtube.com
Było też bardziej komfortowe rozwiązanie. Telewizor należało włączyć na TVP1. Tam odpalić telegazetę i włączyć nieśmiertelną stronę 211, na której podawano wyniki meczów na żywo. Innowacja na miarę dzisiejszych serwisów internetowych livescore i to w latach 90-ych! Trwający mecz miał wynik koloru fioletowego (a może granatowego?). Po zakończeniu połowy lub całego meczu, kolor wyniku zmieniał się na żółty lub biały. Uzależnione było to od linijki tekstu w telegazecie, w której znajdował się dany mecz. Ileż do chwil przeżyło się w ogromnym stresie czekając kiedy wynik z fioletowego zmieni się na żółty lub biały. Te sekundy, gdy wznosiło się modły, by sędzia nie gwizdał jeszcze, bo na pewno Legia zdoła zdobyć gola na wagę wygranej. Tyle samo razy wpatrując się w telegazetę, składało się ręce do modlitwy, klnąc na wlekący się czas, bo przecież w każdej sekundzie doliczonego czasu gry rywale mogą przypadkiem doprowadzić do remisu.

Obok tego wszystkiego istniała wersja przeżywania meczu w wersji "na bogato". Mowa oczywiście o nadawanym w Pierwszym Programie Polskiego Radia Studio S-13. Tego po prostu nie da się zapomnieć. (Rozpoznajecie tą piosenkę od 1:07?) Radiowa relacja na żywo prosto ze wszystkich stadionów ekstraklasy. W porównaniu z zakodowanym C+ i telegazetą, Studio S-13 było jak pakiet Premium. Radio pogłaśniało się tak bardzo, że prawie rzęziło i można było być niemal na żywo na stadionie. Opierając swoją wiedzę o wydarzeniach na boisku na kwiecistych słowach komentatora, mecz urastał do zmagań herosów. Każda akcja pachniała bramką. Kontry były zabójczo groźne. Obrońcy nieustępliwi. Bramkarze gibcy, jakby wykonani z gumy. Napastnicy czarowali techniką i mieli atomowe uderzenia. W skrócie - ligowa kopanina wyglądała jak na filmie poniżej.


Wydaje się, że w takich warunkach nie mógł narodzić się fanatyzm i miłość do klubu. A jednak. W latach 90-ych i na początku XXI wieku ligowa piłka była dla mnie jak wielki i odległy świat. Kraina Panów piłkarzy z wąsami, którzy wyglądali jakby nie spali całe noce, bo... czytają książki. Dziś prawie nic nie jest już jak w latach 90-ych. Przede wszystkim byłem na kilkuset meczach w kilku krajach Europy i kilkudziesięciu miastach w Polsce. Canal+ jest zakodowany, ale nie da rady oglądać zakodowanego meczu. Studio S-13 nadaje tylko na zakończenie ligi. Wcześniej każdy mecz rozgrywany jest o innej porze i audycja straciła sens. I dodatkowo okazało się, że piłkarze grają słabiej niż w radiowych relacjach.

Trzyma się jeszcze telegazeta, która jest jednak jak dinozaur przy internetowych serwisach z wynikami. I trzyma się też fanatyzm, ale nadal nie znam jego przyczyn.

I na koniec, żeby dorzucić wątek naukowy. W 2011 r. przeprowadzając badanie [1] do swojego doktoratu, zapytałem kibiców Legii dlaczego zostali kibicami. Oto ich odpowiedzi. Wykres jest interaktywny, więc można w niego klikać i zobaczyć opisy poszczególnych odpowiedzi.

Tytułowe zdjęcie ekranu telegazety - oczywiście strona 210 - pochodzi ze strony tvp.pl. To niesamowite, ale dziś telegazeta jest dostępna w internecie.



[1] Badanie przeprowadzono na grupie 652 osób. Zastosowanych zostało pięć pytań filtrujących, których zadaniem było wykluczenie osób nie spełniających wymagań badania. Badani byli kibice Legii Warszawa z przynajmniej rocznym stażem kibicowskim, którzy regularnie chodzą na mecze w Warszawie oraz byli na przynajmniej jednym meczu wyjazdowym Legii, drużyn z nią zaprzyjaźnionych lub reprezentacji Polski. Warunki spełniły 293 osoby (258 mężczyzn i 35 kobiet).



Print Friendly and PDF

Tomasz Janus

Sportowy fanatyk, który łączy pasję kibicowania i uprawiania nauki. Nieustannie poszukuje odpowiedzi na pytanie jak działa świat sportu, nauki, kibiców i biznesu. Więcej
    Blogger Comment
    Facebook Comment