Emocje przeżywane w tłumie są przyczyną braku obiektywizmu u kibiców - fot. Tomasz Janus / sportnaukowo.pl
"Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia" - mówi dobrze znane przysłowie. Jeśli przeniesiemy je na grunt trybun stadionu piłkarskiego, okazuje się, że nie traci nic ze swojego znaczenia. Wydarzenia, które rozgrywają się na boisku - szczególnie te wieloznaczne i kontrowersyjne - są diametralnie inaczej postrzegane przez kibiców rywalizujących ze sobą drużyn. Weźmy chociażby taki faul. Dla zwolennika drużyny, której piłkarz faulował, będzie to przykład twardej, ale zgodnej z przepisami gry. Kibic przeciwnej drużyny będzie zaś widział przejaw wyjątkowo brutalnego i kwalifikującego się do pokazania czerwonej kartki zachowania. O różnicach w ocenie tego samego zdarzenia przekonałem się kilka lat temu, gdy mecz wspieranej przeze mnie Legii Warszawa z Widzewem Łódź oglądałem w Łodzi z sektora przeznaczonego dla gospodarzy.

Spotkanie w Łodzi miałem obserwować z trybuny prasowej, ale biuro prasowe Widzewa nie przyznało mi akredytacji. Z pomocą przyszedł kolega z Łodzi, który zorganizował bilet na sektory przeznaczone dla kibiców gospodarzy. W poczuciu bardzo niskiego poziomu komfortu - wszak dobrze życzyłem gościom a nie gospodarzom - znalazłem się na trybunach stadionu przy Alei Piłsudskiego. Przezornie zająłem miejsce na skraju trybuny, bo tam zazwyczaj siedzą fani najmniej żywiołowi. Moje przewidywania potwierdziły się, ale nie zmieniło to faktu, że na własnej skórze przekonałem się, że miejscowi oglądają najwyraźniej inny mecz niż ja.

Na to, że miejscowi niezbyt dobrze będą życzyć Legii, byłem przygotowany. Zresztą byłem na wielu stadionach i nigdy nie miałem pretensji, że publika oczekuje najczęściej wygranej gospodarzy a nie gości. Zaskakujące było jednak zachowanie osób wokół mnie. Jako, że kibice w czasie meczu mają w zwyczaju głośne wyrażanie swoich opinii, szybko okazało się, że fani Widzewa niemal każdą sytuację oceniają zupełnie inaczej niż robię to ja. Nie wnikając w to, czyja ocena była słuszna - ani oni, ani ja nie byliśmy przecież obiektywni - warto zastanowić się, dlaczego ta sama sytuacja może być interpretowana tak odmiennie.

Siła grupy

Zanim odpowiemy na powyższe pytanie, musimy pamiętać, że kibice chcą, żeby ich drużyna wygrywała i odnosiła sukcesy. Czują związek emocjonalny z klubem i na niektóre fakty i wydarzenia na boisku patrzą przez palce. Często wychodzą bowiem z założenia, że jeśli dane zachowanie ma pomóc zespołowi w osiągnięciu sukcesu, to mniej istotna jest jego wartość moralna. Wprowadzana jest tu stara zasada "cel uświęca środki". Dodatkowo wielu fanów uważa, że piłkarze symulują, sędziowie podejmują błędne decyzje, a piłka nożna w dużej mierze opiera się na ukrywanych oszustwach. W takiej sytuacji lepiej być oszukującym niż oszukiwanym. I widzieć to, co chce się zobaczyć.

To jednak jeszcze nie cała odpowiedź. Pomocne będzie sięgnięcie do psychologii społecznej i zachowań jednostki w tłumie, bo na trybunach gromadzi się przecież tłum. Zacznijmy od klasycznych poglądów Gustava Le Bona z XIX w. Jego zdaniem w tłumie zanika świadomość własnej odrębności, a uczucia i myśli wszystkich jednostek mają tylko jeden – najczęściej skrajny – kierunek. Tłum nie jest zbiorem jednostek, a osobnym organizmem. W tłumie bardzo rzadko pojawiają się jednostki, które nie tracą poczucia swojej osobowości i potrafią przeciwstawić się panującemu w nim nastrojowi i nie poddać się sugestii. Z tego powodu tłum łatwo ulega nawet niesprawdzonym informacjom [1].

Kibice Legii Warszawa w Moskwie - fot. Tomasz Janus / sportnaukowo.pl
Kibice Legii Warszawa w Moskwie - fot. Tomasz Janus / sportnaukowo.pl

Tylko jak przemyślenia z XIX wieku mają się do współczesnej piłki nożnej? Poglądy Le Bona zostały potwierdzone w XX wieku przez psychologów społecznych. W oparciu o przeprowadzona badania stworzyli oni termin "deindywiduacja", który oznacza
"rozluźnienie normalnych zahamowań pod wpływem działania tłumu, co prowadzi do nasilania się czynników impulsywnych i patologicznych" [2]
Konsekwencją tego jest sytuacja, w której przebywanie w tłumie powoduje, że jednostka zwiększa swoje posłuszeństwo wobec norm grupowych.

Dla osoby, która choć raz była na trybunach stadionu w czasie meczu informacja o tym, że można poczuć się anonimowo, nie jest dużym zaskoczeniem. Wszak monitoring wizyjny i dźwiękowy montowany na stadionach ma za zadanie właśnie rozbicie poczucia owej anonimowości. Podobnie jest z coraz powszechniejszym wprowadzaniem kart kibica, czyli pełnym identyfikowaniem osób, które przyszły na mecz. Ale nawet znany z imienia i nazwiska fan, który ogląda mecz pod czujnym okiem kamery, nie przestanie być nieobiektywny w swojej ocenie wydarzeń na boisku.

Wynika to z przywołanego już wcześniej zaangażowania we wspieranie jednej z drużyn. Im większe to zaangażowanie, tym trudniejsza jest obiektywna ocena wydarzeń na boisku. Im bardziej chcemy, żeby nasi wygrali, tym większa szansa, że zaczniemy w sposób coraz bardziej selektywny odbierać docierające do nas bodźce. Powstanie u nas tzw. blokada sensoryczna, która może skutkować tym, że nie będziemy dostrzegać fauli naszych, ale za to zobaczymy każde - nawet te wymyślone przez nas - nieprawidłowe zagranie rywali. Nie trzeba dodawać, że wszelkie niekorzystne decyzje sędziego będziemy uznawać za próbę oszustwa [3]. Nawet jeśli zauważymy, że gol dla naszej drużyny padł ze spalonego, to przywołamy od razu wiele sytuacji, w których w taki sam sposób krzywdzono naszych. A więc to tylko zwykła sprawiedliwość dziejowa!

I tak nakręca się spirala braku obiektywizmu. Każde kolejne minuty gry będą przynosiły potwierdzenie naszych poglądów. Fakt, że widzimy tylko to, co chcemy widzieć, nie ma już dla nas znaczenia. W końcu na trybunach wokół nas są setki osób, które zgadzają się z naszymi poglądami. Że poglądy te nie pokrywają się z rzeczywistością? No cóż - przywołany już Le Bone ponad sto lat temu głosił, że w tłumie myślimy bardziej emocjonalnie niż racjonalnie, a nasze wyobrażenia łączymy za pomocą prostych skojarzeń.

Niech za podsumowanie poszukiwań przyczyn braku obiektywizmu wśród kibiców, posłuży cytat z książki Romana Zielińskiego Pamiętnik kibica. Ludzie z piętnem Heysel.
"Ja, kibol swojej drużyny identyfikuję się z nią. Moim przeciwnikiem jest to wszystko i ci wszyscy, którzy robią cokolwiek, by mojemu zespołowi przeszkodzić. Kto nie jest ze mną, jest przeciwko mnie! A kto jest przeciwko mnie musi zostać ukarany. Pieprzony słupek, gdy piłka po odbiciu się od niego nie wpadła do bramki. Sędzia huj, bo zagwizdał inaczej niż bym sobie tego życzył. Cały świat jest zły i podły gdyż dybie na mnie, na mój klub. Ci co myślą inaczej są głupi i nienormalni. Albo skorumpowani [4]."
Sam mecz w Łodzi zakończył się dla mnie dobrze. Legia wygrała, a jedynego gola zdobyła z rzutu karnego. Miałem więc czas, żeby zapanować nad swoją radością i razem z miejscowymi milcząco przyznać, że sędzia niesłusznie podyktował jedenastkę. Inna sprawa, że moim zdaniem decyzja arbitra była prawidłowa. Bo przecież mnie też dopadła blokada sensoryczna.


[1] G. Le Bon, Psychologia tłumu, Kęty 2009, s. 15-32.
[2] E. Aronson, T. D. Wilson, R. M. Akert, Psychologia społeczna. Serce i umysł, s. 252.
[3] P. Piotrowski, Subkultury młodzieżowe. Aspekty psychospołeczne, s. 50-56.
[4] R. Zieliński, Pamiętnik kibice. Ludzie z piętnem Heysel, s. 45-46. (w cytowanym fragmencie zachowano zapis oryginału)



Print Friendly and PDF

Tomasz Janus

Sportowy fanatyk, który łączy pasję kibicowania i uprawiania nauki. Nieustannie poszukuje odpowiedzi na pytanie jak działa świat sportu, nauki, kibiców i biznesu. Więcej
    Blogger Comment
    Facebook Comment