Gol - władca świata

Piłka w bramce Bayeru Leverkusen - fot. Tomasz Janus / sportnaukowo.pl
Na początku był gol. Gdy pierwszy praczłowiek podbitą prapiłkę zdołał skierować do prabramki, poczuł radość. I to wcale nie praradość. Jego triumf, zadowolenie i satysfakcja były identyczne jak zawodowego piłkarza, który w finale współczesnych mistrzostw świata zdobywa gola na wagę zwycięstwa i tytułu najlepszej drużyny globu. Bo choć w piłce przez wieki zmieniło się wiele, to jedno od zawsze i na zawsze pozostaje niezmienne. Sensem zawsze jest wygrana, a można ją osiągnąć tylko poprzez zdobycie o przynajmniej jedną bramkę więcej od rywala.

A bramka to gol. A ten to triumf, zadowolenie i satysfakcja. Gol jest elementem konstytutywnym piłki nożnej. To właśnie moment, gdy piłka przekracza linię bramki przeciwnika jest tą chwilą, na którą czeka jedenastu zawodników na murawie, sztab szkoleniowy za linią boczną, tłumy na trybunach i miliony widzów przed telewizorami. Bez gola nie ma piłki nożnej. Bez gola nie ma sukcesu. To gol rządzi piłkarskim światem. 

Ale gol to kapryśny władca swojego królestwa. Gdy jednym daje radość i niemal ekstatyczne zadowolenie, innych zrzuca w ciemną dolinę rozpaczy. Chwila, w której gol zaszczyca swoją obecnością piłkarskie boiska, zawsze przynosi ze sobą przeciwstawne uczucia. To co dla jednych jest powodem do nieopisanej wręcz radości dla innych oznacza trudny do wysłowienia smutek. Tak jest niezależnie od miejsca, w który gol pada. Czy to na Camp Nou, Maracanie czy podwórkowym boisku w dowolnej części świata. Radość jednych zawsze oznacza smutek drugich. I to nie tylko bezpośrednich uczestników widowiska sportowego. 

Często zakochani w swoich drużynach fani, nie potrafią poradzić sobie ze stratą gola, która oznacza porażkę. Wyjście z tej sytuacji widzą tylko w odebraniu sobie życia. Popełniają samobójstwo, bo padł gol. Tak jak opisywana przez Ryszarda Kapuścińskiego w „Wojnie futbolowej” 18-letnia fanka Salwadoru Amelia Bolonia, która po porażce reprezentacji jej kraju z Hondurasem 0-1 postanowiła zakończyć swój żywot. Rodacy doskonale zrozumieli jej intencje. Uznali ją za bohaterkę narodowa, a pogrzeb przerodził się w manifestację. Odebranie sobie życia, bo moja drużyna zdobyła mniej goli niż rywale, cały czas nie należy do rzadkości w piłkarskim świecie. 

Michał Żyro i piłka w siatce - fot. Tomasz Janus / sportnaukowo.pl

Gol może mieć tragiczne skutki również i dla piłkarzy. I to nie tylko na poziomie materialnych strat związanych z porażka. Nie zawsze chodzi tylko o luksusowe samochody, domy czy zegarki, które zawodnik mógłby kupić za premię, gdyby tylko strzelił gola. Od gola może zależeć życie. Przekonał się o tym reprezentant Kolumbii Andrés Escobar. Podczas mistrzostw świata w 1994 r. Kolumbijczyk interweniował tak niefortunnie, że pokonał własnego bramkarza. Jego drużyna przegrała z USA 1-2, a w konsekwencji zajęła ostatnie miejsce w grupie A i nie awansowała do dalszej fazy turnieju. Dziesięć dni później piłkarz został zamordowany. Po wyjściu z restauracji w kolumbijskim mieście Medellin, Escobar został zaczepiony przez trzech mężczyzn. Jeden z nich wyjął pistolet i oddał dwanaście strzałów. Przy każdym z nich miał krzyczeć – o zgrozo – „gol!”. Morderstwo szybko połączono z samobójczym trafieniem piłkarza. Nie wykluczano także, że za śmiercią zawodnika stała grupa, która miała zarobić duże pieniądze w zakładach bukmacherskich w przypadku awansu Kolumbii do fazy pucharowej turnieju. Ich plany pokrzyżowało zagranie Escobara, za które przyszło mu zapłacić cenę życia. Jakie by nie były względy, które kierowały pociągającymi za spust – wszystkiemu winny był znów gol. 

Cały piłkarski świat kręci się wokół gola. Tak jak w układzie heliocentrycznym centrum należy do słońca, tak w futbolu wszystko zależy od gola. Bez niego nie ma piłkarskiego życia. Odmiennego zdania mogą być obrońcy rzekomo wspaniałych widowisk, które kończą się remisem 0-0. Ale już samo zero pokazuje, że czegoś zabrakło. W tym wypadku chodzi o sprawę podstawową – zabrakło najważniejszego, czyli właśnie gola. Mecz bez niego jest widowiskiem ubogim i niepełnym. To tak jakby w przedstawieniu teatralnym zabrakło odtwórcy głównej roli. 

By strzelać gole na coraz lepszych boiskach i coraz wyższym poziomie, zawodnicy poświęcają lata na treningi. Wszystko po to by gole zdobywać na poziomie zawodowym. Gol jest jednak identycznym zjawiskiem zarówno podczas meczu na prowizorycznym boisku w zapomnianych slumsach, co na najnowocześniejszych stadionach świata. Różne są tylko jego konsekwencje. Ten pierwszy daje radość i satysfakcję strzelcowi i kolegom z drużyny. Drugi raduje miliony i przynosi bardzo wymierne korzyści finansowe. Gol najwyraźniej o tym wie i często drwi ze swoich wyznawców, którzy są gotowi zrobić dla niego dosłownie wszystko. 

Miroslav Radović pokonuje Jana Muchę - fot. Tomasz Janus / sportnaukowo.pl

Wiele razy mecz kończy się wygraną drużyny, która wcale nie była lepsza. Może dojść nawet do sytuacji, że zwycięzcy tak naprawdę przez prawie całe spotkanie ograniczali się do uniemożliwienia zdobycia gola przez przeciwników. Robili wszystko co w ich mocy by obrzydzić futbol nie tylko rywalom, ale nawet kibicom. Dokonywali zamachu na centrum piłkarskiego świata. Dla nich ważniejsze od strzelenia samemu gola, było nie dopuszczenie do sytuacji, w której gola zdobyliby przeciwnicy. Zgodnie ze starym piłkarskim powiedzeniem postawili w bramce autobus. Dodali do tego faule i brzydką grę. Mówiąc wprost – zbezcześcili piłkarskie widowisko. W 90. minucie sami strzelają jednak gola po przypadkowej akcji i wygrywają 1-0. Gdzie tu logika? Gdzie sprawiedliwość? 

Osoby chcące się ich tu doszukiwać, muszą z góry pogodzić się z bezsensownością swoich dociekań. Gol nie zwykł wyjaśniać czemu pozwala, by takie sytuacje zaistniały. Bez odpowiedzi pozostaje więc pytanie czemu jego stronnikami często zostają ci, których trudno uznać za jego propagatorów. Ba – często daje radość tym, których można uznać za jego największych wrogów. 

Tak samo nie sposób wyjaśnić gole samobójcze i te zdobyte w sposób nieprzepisowy. Trafienia do własnej bramki są największą tragedią jaka może przytrafić się piłkarzowi. Bo choć gol zaszczycił go swoją obecnością, to uczynił to w sposób przewrotny, szyderczy i bardzo złośliwy. Radość, która jest nierozerwalnie związana z golem, jest tu brutalnie odbierana. Jej miejsce zajmuje smutek, który z golem nie powinien być łączony. Cieszyć mogą się za to rywale. Czy można wymyślić większą piłkarską torturę? 

Podobnie jest z golami zdobytymi po złamaniu przepisów. Czy słynny gol strzelony 22 czerwca 1986 r. na mistrzostwach świata w Meksyku przez Diego Maradonę można wyjaśnić w logiczny sposób? Argentyńczycy szybko znaleźli wytłumaczenie dla tego wydarzenia. Po prostu Bóg kierował ręką napastnika i sam skierował piłkę do bramki. Była to nie więc tylko ręka Boga, ale i gol Boga – boski gol. A to wszystko z wydarzeniami politycznymi w tle. Smaczku całemu zajściu dodawał fakt, że w ojczyźnie Maradony wciąż żywe były wspomnienia niedawnej wojny o Falklandy (Malwiny) pomiędzy Argentyną i Wielką Brytanią. Tak boski gol pomścił wydarzenia z wojennych okopów. 

Jednak Bóg nie zawsze interweniuje, a nieprzepisowe gole i tak padają. Czy to po wymuszonych rzutach karnych, z pozycji spalonych, po sytuacjach, gdy piłka opuściła najpierw boisko, a sędzia tego nie zauważył, czy faulach na zawodnikach rywali. Takie sytuacje mają miejsce i raczej nigdy nie zostaną wyeliminowane. Najwyraźniej gol najbardziej ceni nie tych najuczciwszych, ale najsprytniejszych i najbardziej przebiegłych. Niesprawiedliwe? A kto zabroni tego władcy świata piłki? 

Jakub Wawrzyniak zdobywa golę na wagę Pucharu Polski - fot. Tomasz Janus / sportnaukowo.pl


Bo to od gola wszystko jest uzależnione. Piłka wpada do bramki i szybują do góry gospodarki krajów, które cieszą się z wygranych. Kibice chętniej ruszają na stadiony, częściej oglądają mecze w telewizji, kupują więcej piłkarskich gadżetów, piwa, kiełbasek itd. Koniunktura się nakręca. A wszystko przez gola. To on jest w stanie wykreować gwiazdy i ogólnoświatowych idoli. Nie ma nawet cienia przypadku w tym, że miliony najbardziej kochają tych, którzy strzelają bramki. Przecież to oni mają zaszczyt obcować z golem. Są jego twórcami. Powołują do życia centrum piłkarskiego świata. Bez gola byliby nikim. 

Na początku był gol. W trakcie też jest. Pewnie będzie też na końcu. I tylko na pytanie czy piłka po uderzeniu Geoff’a Hurst’a w finale mistrzostw świata w 1966 r. przekroczyła linie bramkową czy też nie, pewnie nigdy nie poznamy odpowiedzi.



Print Friendly and PDF

Tomasz Janus

Sportowy fanatyk, który łączy pasję kibicowania i uprawiania nauki. Nieustannie poszukuje odpowiedzi na pytanie jak działa świat sportu, nauki, kibiców i biznesu. Więcej
    Blogger Comment
    Facebook Comment