Zło! Zło! Agresja! Agresywny jak piłkarz

Bójka piłkarzy Legii Warszawa - fot. Tomasz Janus / sportnaukowo.pl
Bójki na boisku, przepychanki między kibicami. Choć piłka nożna ma być przede wszystkim rozrywką, często staje się źródłem konfliktu. A wtedy do głosu dochodzi agresja i zaczyna się walka. "To jest bomba zegarowa. Zacznie jeden, później reszta staje w jego obronie i się zaczyna. To jest jak reakcja łańcuchowa. Tym bardziej, że wszystko zaczęło się od uderzenia w twarz. Wiadomo było, że pozostali zawodnicy zareagują - tak tłumaczył zimą 2008 r. bójkę swoich piłkarzy z graczami Szachtara Donieck Jan Urban.

Wszystko zaczęło się od Brazylijczyka Brandao, który uderzył w twarz Inakiego Astiza. Później wydarzenia potoczyły się błyskawicznie i po chwili na boisku kotłowało się 22 piłkarzy, rezerwowi i przedstawiciele sztabów szkoleniowych. Mecz nie został dokończony, bo sędzia bał się, że w ramach odwetu obie strony rozpoczną polowanie na nogi przeciwników. Na szczęście było to spotkanie sparingowe i żadna ze stron nie poniosła konsekwencji swojego mało sportowego zachowania.

Kilka dni później legioniści znów przepychali się z graczami czami rywala. Tym razem byli nimi piłkarze Realu Murcia. Zimą 2009 r. sędzia musiał studzić wojownicze zapędy „wojskowych” podczas sparingu z Rot-Weiss Essen. To jednak tylko kilka sytuacji z ostatnich lat, bo piłkarze Legii wcale byli nie szczególnie brutalni.Przytoczone przypadki zmuszają jednak do postawienia pytania, co takiego jest w sporcie, że z pokojowej potyczki może przeradzać się realną walkę, która wskrajnych przypadkach może doprowadzić nie tylko do rękoczynów, ale nawet do wybuchu wojny między dwoma krajami?

Agresja podstawą sportu

Od wielu lat władze piłkarskie i państwowe za jedenze swoich najważniejszych celów uznały zwalczanie agresywnych zachowań wśród kibiców na trybunach. Wprowadzane jest coraz bardziej restrykcyjne prawo, które ma zapewnić spokój i uczynić z fanów widownię jakby żywcem przeniesioną z teatralnych foteli. W pogoni za zapobieganiem agresji zapomina się jednak o fundamentach sportu, który często odwołuje się właśnie do agresji.

To, o czym zapominają sportowi włodarze czy osoby ustanawiające prawo, którego zadaniem jest zwalczanie niepokojących zachowań na trybunach, od wielu lat jest znane naukowcom. Zdaniem niektórych z nich w sytuacji pokoju, sport jest jedyną rzeczywistością, w której akty agresji są nie tylko tolerowane, ale nawet dopuszczalne przez dużą część społeczeństwa. Jedynie tu agresywne zachowanie może nie tylko nie zostać ukarane, ale przynieść wymierne korzyści w postaci zwycięstwa. Wygrana pociąga zaś za sobą satysfakcję oraz korzyści finansowe.

Bójka piłkarzy Legii Warszawa - fot. Tomasz Janus / sportnaukowo.pl

Agresja szczególną rolę odgrywa przede wszystkim w sportach kontaktowych. Jak zwraca uwagę prof. Tadeusz Rychta z warszawskiej Akademii Wychowania Fizycznego, agresja tkwi w samej istocie sportów kontaktowych. Jest nawet w nich dopuszczalna w pewnych granicach, które określają przepisy gry danej dyscypliny sportowej. Przykłady zezwolenia na pewne formy agresji znajdujemy chociażby w przepisachgry w piłkę nożną. Nie każde ostre zagranie jest wszakże tożsame z faulem. Rozpoczynając grę piłkarze godzą się na przepisy, które regulują zasady rywalizacji. Jak uważa część badaczy, niepisaną zasadą jest też akceptacja pewnych przejawów agresji. Mają one zapewnić widowiskowość gry i prowadzić do osiągnięcia końcowego sukcesu.

Szybka, twarda, męska i często również balansująca na granicy agresji gra jest zdecydowanie chętniej oglądana przez widzów, niż rywalizacja, z której agresja zostanie całkowicie wyeliminowana. Taki sport, a szczególnie kontaktowy jakim jest piłka nożna, odciąłby się od swoich korzeni, a co za tym idzie przestał przyciągać miliony fanów na całym świecie. Jednak wiele razy to właśnie wydarzenia z boiska przenoszą się na trybuny. Chyba każdy kto był na meczu piłkarskim miał okazję doświadczyć, jak napięta atmosfera panująca na murawie szybko przenosiła się na trybuny. Zwracał na to uwagę w swojej książce „Pamiętnik kibica. Ludzie z piętnem Helsey” Roman Zieliński pisząc 
„Tak się składa, że publika identyfikuje się z zawodnikami w grach zespołowych. (...) Agresja z boiska bardzo szybko i nad wyraz łatwo przenika na trybuny. (...) Ja, kibol swojej drużyny identyfikuje się z nią. Moi przeciwnikiem jest to wszystko i ci wszyscy, którzy robią cokolwiek, żeby mojemu zespołowi przeszkodzić. Kto nie jest ze mną, jest przeciwko mnie! A kto jest przeciwko mnie, musi zostać ukarany. (...) Cały świat jest zły i podły, gdyż dybie, na mój klub. Ci co myślą inaczej, są głupi i nienormalni. Albo skorumpowani, nieprawdaż?”

Wirus agresji

To co dla kibiców jest dość oczywiste, długo nie znajdowało zrozumienia wśród osób odpowiadających za zapewnienie porządku na stadionach. Dziś piłkarze są już karani za prowokacyjne gesty wobec widzów. Jednak wirus agresji i tak może rozprzestrzeniać się po piłkarskich stadionach. Często w sposób niedostrzegalny i trudny do zrozumienia nie tylko dla postronnych obserwatorów, ale i osób znajdujących się w centrum sportowego zamieszania.

Na wielu stadionach w Polsce kibice wciąż odgrodzeni są od boiska wysokimi płotami. W zamyśle organizatorów jest to doskonałym gwarantem zapewnienia bezpieczeństwa w czasie meczu. Okazuje się jednak, że nic bardziej mylnego. Wysokie płoty nie zawsze są  w stanie powstrzymać kibiców. Ogrodzenie okalające jeszcze kilka lat temu legendarną „Żyletę” należało do najwyższych w Polsce. Jednak gdy 25 października 2002 r. fani Widzewa Łódź wdarli się na murawę stadionu przy Łazienkowskiej, płot wokół „Żylety” runął niemal natychmiast pod naporem legionistów.

Kibice FC Basel - fot. Tomasz Janus / sportnaukowo.pl

Potężne ogrodzenia zamiast zapewniać bezpieczeństwo, mogą przyczyniać się do wzrostu agresji wśród kibiców. Do takich wniosków amerykański psycholog Leonard Berkovitz doszedł już pod koniec lat 60-ych. W przeprowadzonym przez niego badaniu wykazane zostało, że ludzie są skłonni do zdecydowanie częstszego i bardziej zdecydowanego przejawiania agresywnych zachowań, jeśli w ich otoczeniu znajdują się sygnały wywoławcze agresji. W badaniu Berkovitza takim sygnałem była broń palna. Na stadionie broń się nie pojawia, ale kraty niczym w klatce dla zwierząt, zniszczone siedziska czy obskurne toalety mogą być równie dobrym sygnałem wywoławczym agresji. Skoro nikt nie traktuje mnie jak człowiek, to mogę poczuć się zwolniony z człowieczego zachowania.

Nawiązywał do tego dr Jerzy Dudała, który wiele razy zwracał uwagę, że często za zajściami, do których dochodzi na trybunach stadionów piłkarskich, stoi żenująco niski poziom infrastruktury, którą fan dostaje w zamian za pieniądze wydane na bilet. O granice paradoksu ociera się fakt, że płacąc kilkadziesiąt złotych za wejściówkę na mecz, kibic musi oglądać go z brudnego krzesełka, do którego dotarł wspinając się po kruszących się ze starości schodach. W podobnej cenie można kupić bilet do kina czy teatru. Tam komfort odbioru jest jednak zdecydowanie wyższy.

Frustracja matką agresji

Warunki, w których widz musi oglądać widowisko sportowe, na dodatek często wątpliwej jakości, mogą doprowadzić do stanów frustracji. Gdy dodamy do tego jeszcze postawę piłkarzy na boisku, którzy nie zawsze są wirtuozami piłki i przegraną naszej ukochanej drużyny w ostatniej minucie meczu, to możemy sobie wyobrazić jak wysoka jest nasza frustracja. Tymczasem to właśnie frustracja jest uważana za najczęstszą przyczynę występowania agresji. Jeśli jednostka dąży do jakiegoś celu i na jej drodze pojawi się przeszkoda uniemożliwiająca dotarcie do niego, wynikająca stąd frustracja zwiększa prawdopodobieństwo agresywnej reakcji. W przypadku piłki nożnej celem jest wygrana. Przeszkoda to każdy kto uniemożliwia nam jej osiągnięcie. W praktyce może to być drużyna przeciwna (jeśli ogra naszych ulubieńców) lub sędzia (jeśli nie uzna gola, odgwiżdże pozycję spaloną, przerwie grę po faulu lub podyktuje kontrowersyjny rzut karny).

Co prawda podjęcie agresywnego działania jest tylko jedną z możliwych reakcji na frustrację, ale badacze wykazali, że właśnie agresja jest najczęstszą z nich. W prostym schemacie akcja - reakcja agresja powinna skupić się na obiekcie, który ją wywołał, czyli piłkarzach lub arbitrze. Zazwyczaj są oni jednak niedostępni. W takim wypadku agresja wywołana przez frustrację zostaje przeniesiona się na inny obiekt. Najczęściej są nim kibice przeciwnej drużyny, jako ci, którzy przynajmniej częściowo odpowiadają za wzrost naszej frustracji.

Walczący z legendarnym już „kibolem” często uznają, że pozbycie się ze stadionów najbardziej radykalnych fanów, rozwiąże wszystkie problemy i przemieni piłkarskie stadiony w oazy spokoju. Naukowcy dowodzą, że jest to mylna teza. Jak zostało już wspomniane, agresja jest wpisana w istotę wielu sportów. Piłka nożna w wykonaniu ugrzecznionych chłopców przestałaby być widowiskiem, które porusza miliony fanów. Na każdego wygranego musi przypadać przynajmniej jeden przegrany. A porażka dość szybko może wywołać frustrację, a co za tym idzie podnieść poziom agresywności.

Przyczynami agresji mogą być także alkohol, mechanizmy psychologii tłumu czy kult siły. Jednak tak naprawdę agresji nie da się całkowicie wyeliminować z piłkarskich stadionów. Choć dla wielu może wydawać się to sennym koszmarem, właśnie na właściwe wykorzystanej agresji opiera się piękno piłki nożnej. Nie na darmo Jan Urban mówił, że Piotr Giza to dobry zawodnik, jeżeli gra agresywnie.


Artykuł ukazał się w 4. numerze "Magazynu Legioniści".



Print Friendly and PDF

Tomasz Janus

Sportowy fanatyk, który łączy pasję kibicowania i uprawiania nauki. Nieustannie poszukuje odpowiedzi na pytanie jak działa świat sportu, nauki, kibiców i biznesu. Więcej
    Blogger Comment
    Facebook Comment