Kibice FK Moskwa - fot. Tomasz Janus / sportnaukowo.pl
Chuligan, ultras, szalikowiec, piknik, fanatyk, kibol a może po prostu kibic? Sposobów na określenie ludzi, którzy zasiadają na trybunach obiektów sportowych jest wiele. I choć sprawa wydaje się prosta, to nie istnieje jedna wspólna klasyfikacja widzów widowisk sportowych. Kibic prawdziwie niejedno ma imię i wiele jest jego typologii.

Nie jest łatwo powiedzieć, kiedy pierwszy kibic zasiadł na trybunach, by obserwować zmagania sportowców. Pewne jest, że już w starożytne igrzyska olimpijskie przyciągały na ówczesne stadiony tłumy gapiów. Ci byli tylko płci męskiej, bo ze względu na nagość atletów, kobiet na trybuny nie wpuszczano.

Od czasów starożytnych kibiców zmieniło się tak wiele, że współcześnie trudno dokładne ustalić kim są ludzie przychodzący na stadiony, hale czy tory sportowe. Nad rozwikłaniem tego problemu głowią się socjologowie, psychologowie, policja, organizatorzy imprez sportowych, dziennikarze a często i sami kibice. Wnioski, do których dochodzą czasami są banalne, czasami śmieszne, a czasami odkrywcze i zmuszające do zastanowienia. Zobaczmy więc kto ukrywa się pod z pozoru tylko oczywistym hasłem „kibic”.

Najprostszy i obecnie chyba najbardziej popularny podział ludzi obserwujących na żywo zawody sportowe można znaleźć w wielu publikacjach. Zbiorowisko jednostek z trybun podzielone jest w nich na chuliganów, ultrasów i pikników. Taki podział przyjmuje m.in. Ministerstwo Sportu i Turystyki oraz spółka PL.2012 w dokumentach związanych z realizowanym przed Euro 2012 programem „Kibice razem”. Zgodnie z ich wyjaśnieniami chuligani 
„stanowią około 10% kibiców. Przedmiotem ich motywacji jest nie tyle samo widowisko sportowe i jego wynik, co rywalizacja ze zwaśnionymi grupami chuliganów innych drużyn. Najbardziej popularną metodą rywalizacji są bijatyki (...).”
Obok nich istnieje, stanowiąca ok. 40% fanów, grupa ultrasów. Mianem tym 
„określani są ci kibice, którzy podczas meczu wspierają swą drużynę dopingiem i przygotowują wizualne prezentacje na trybunach”. 
Autorzy klasyfikacji zwracają uwagę na mocny związek tej grupy fanów z klubem. 
„W sytuacjach sportowego lub finansowego kryzysu ultrasi skłonni są uważać się za jedyną i prawdziwą reprezentację klubu, w przeciwieństwie do sprzedajnych i nielojalnych ‘skórokopów’ czy managerów.”
Najliczniejszą, bo obejmującą blisko połowę widzów na stadionie, grupę stanowią jednak pikniki. Są oni 
„zainteresowani przede wszystkim wydarzeniami na murawie. (...) Niekiedy dają porwać się do głośnego dopingu, jednak równie często (...) oburzają się, gdy ktoś wstaje ze swojego miejsca i nie pozwala im na spokojne obejrzenie meczu.” 
Zgodnie z zapropono-wanym podziałem przedstawiciele tej grupy fanów „rzadko wychodzą poza rolę biernych konsumentów”.

Kibice FC Basel - fot. Tomasz Janus / sportnaukowo.pl


Z bliźniaczym podziałem kibiców spotykamy się w prowadzonym przez Instytut Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego Projekcie Społecznym 2012. Tu także mamy do czynienia z chuliganami, ultrasami i piknikami. Ci ostatni określani są także mianem „normalnych”, co zamierzenie lub też nie, sugeruje, że pozostałe dwie grupy tworzą kibice nienormalni.

Bardziej rozbudowaną klasyfikację obserwatorów widowisk sportowych zaproponował Robert Kowalski w swojej książce pt. „Potomkowie Hooligana, szalikowcy”. Mamy tu aż siedem grup kibiców, choć niektóre są do siebie bardzo podobne. Wg Kowalskiego fani dzielą się na: 
  • animals - nie interesują się sportem, a mecz traktują jako okazję do bójki, 
  • zadymiarze - od animalsów odróżnia ich zainteresowanie sportem, 
  • official hooligans - od dwóch poprzednich grup odróżnia ich większy stopień świadomości społecznej, 
  • ultras - biją się tylko sprowokowani, urozmaicają widowisko sportowe oprawami, 
  • szalikowcy - pasjonują się sportem, na stadion przychodzą wyposażeni w szalik i koszulkę klubową, nie atakują innych kibiców, mają pozytywne nastawienie do ludzi, 
  • kibice - mają rozległą wiedzę o sporcie, zasiadają w młynie, sporadycznie jeżdżą na wyjazdy,
  • fanatycy - mają olbrzymią wiedzę o sporcie, pogardzają hooligans i szalikowcami.
Przedstawione powyżej klasyfikacje należą do najczęściej spotykanych i mało oryginalnych. Zdecydowanie ciekawszy podział zaproponowali socjologowie z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika - Dominik Antonowicz i Łukasz Wrzesiński. Doszli oni do wniosku, że kibice są wspólnotą niewidzialnej religii. Nie ma więc mowy o chuliganach czy piknikach. W ich miejsce pojawia się podział „wiernych” zgodnie z ich stopniem „wiary”.

Na szczycie hierarchii wyznawców mamy fundamentalistów, czyli osoby „całkowicie, bezwarunkowo i fanatycznie oddani swojemu klubowi”. Uważają się za prawdziwych kibiców i jako tacy mają władzę wykluczania ze wspólnoty. Obok nich istnieją ortodoksi, którzy są „silnie emocjonalnie zaangażowanie w życie wspólnoty religijnej, uznają klub, jego herb oraz barwy za świętość, a stadion za pewnego rodzaju sanktuarium”. Akceptują istnienie kibiców innych drużyn, ale uznają ich za wyznawców gorszych bóstw.

Kibice FC Basel - fot. Tomasz Janus / sportnaukowo.pl


Kolejne grupy wyznawców są słabiej związane z klubem. Kibice małej wiary nie uznają, że ich klub jest zdecydowanie lepszy od innych. Dopuszczają też tolerancję dla innowierców. Inaczej wygląda sytuacja fanów wierzących niepraktykujących. Czują się oni częścią wspólnoty, ale nie pojawiają się na stadionach - z wyboru lub z konieczności. Specyficzną grupą są dewoci. Ich aktywność ogranicza się tylko do zewnętrznych przejawów wiary. Są częstymi klientami sklepów dla kibiców. Poza wspólnotą pozostaje ostatnia grupa. Są to ateiści, którzy nie identyfikują się z żadnym klubem, ale uznają się za znawców kibiców i sportu. 

Przedstawicieli ostatniej grupy można doszukiwać się m.in. wśród dziennikarzy. Jeden z nich kilka lat temu wprowadził własny podział fanów. Podzielił ich na kibiców i kiboli. „Wprowadziłem nowe pojęcie, bo nie znoszę językowego potworka pseudokibic” - wyjaśniał autor. Za kibiców uznał osoby będące 
„stadionowymi bywalcami, którzy fascynują się grą, szanują piłkarzy i chcą ich wspierać, nie wyznają barbarzyńskiej ideologii nakazującej nienawidzić wszystkich poza współwyznawcami, wyobrażają sobie mecz bez balastu wulgarności i agresji, które często ściągają potencjalnie piękne widowisko na dno prymitywizmu”, 
Kibol to oczywiście przeciwieństwo kibica.
Okazało się jednak, że tworzenie nowych klasyfikacji nie jest rzeczą łatwą. Rzekomo nowy termin „kibol” w świecie kibiców funkcjonuje bowiem od dawna. Posługiwał się nim w swoich książkach Roman Zieliński w latach 90-ych, a Jerzy Dudała wprowadził nawet do tytułu swojej książki „Fani-chuligani. Rzecz o polskich kibolach”.

Prób zrozumienia i wyjaśnienia fenomenu kibiców jest wiele. Jedni widzą w fanach rycerzy w szalikach. Inni zwierzęta, które najlepiej byłoby pozamykać w klatkach. Pomysłów jest wiele, ale żaden z nich nie zbliży się do prawdy, jeżeli jego autor poprzestanie tylko na teoretycznych rozważaniach. Bo jak mówi hasło z jednej z opraw kibiców Legii „To trzeba przeżyć, żeby to zrozumieć, żeby w to uwierzyć”. Bo jak inaczej scharakteryzować fanów, którzy wg Nicka Hornbyego, „przez niepokojąco spore fragmenty dnia są debilami”, bo myślą o piłce nożnej i swojej drużynie, w której zakochali się, tak „jak później zakochiwali się w kobietach: nagle, niewytłumaczalnie, bezkrytycznie, nie myśląc o bólu ani kłopotach, jakie będą temu towarzyszyć”?

 Artykuł ukazał się w 6. numerze "Magazynu Legioniści".





Print Friendly and PDF

Tomasz Janus

Sportowy fanatyk, który łączy pasję kibicowania i uprawiania nauki. Nieustannie poszukuje odpowiedzi na pytanie jak działa świat sportu, nauki, kibiców i biznesu. Więcej
    Blogger Comment
    Facebook Comment