Boże Chroń Fanatyków - fot. Tomasz Janus / sportnaukowo.pl
Wyniki prowadzonych od blisko 20 lat badań Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego pokazują, że w coniedzielnej Mszy św. bierze udział niespełna połowa Polaków. Jeszcze słabiej prezentują się statystyki dotyczące przystępowania do komunii świętej, co czyni niewiele ponad 16 procent wiernych [1]. Przyczyny takiego stanu rzeczy upatrywane są w wielu czynnikach z postępującą sekularyzacją i desakralizacją na czele. Jednak zgodnie z poglądami Mircea Eliade nawet w „najsilniej zdesakralizowanych współczesnych społeczeństwach człowiek całkowicie areligijny jest zjawiskiem rzadkim” [2]. W takiej sytuacji osoby deklarujące areligijność, zachowują się religijnie często w sposób dla siebie nieświadomy. Swoją aktywność przenoszą zaś na inne dziedziny życia. W niektórych przypadkach jest nią sport, który może przyjmować cechy religii.
  
Sport i religia łączą się ze sobą już w starożytnych igrzyskach olimpijskich. Zmagania starożytnych atletów były formą oddawania czci bogom. To właśnie oni mieli być mitycznymi inicjatorami wszelkiej rywalizacji sportowej. Bez pomocy bogów o triumfie nie miał co marzyć nawet najlepiej przygotowany i wytrenowany zawodnik. To od boskiej łaski miało zależeć kto zostanie nagrodzony laurem zwycięzcy [3]. Związek sportu z religią przyczynił się także do upadku starożytnych igrzysk. W 393 r. n.e. cesarz rzymski Teodozjusz Wielki zabronił rozgrywania igrzysk olimpijskich i tym samym zakończył ich ponad tysiącletnią historię. Wynikało to z faktu, że starożytne igrzyska były formą pogańskiego kultu oddawanego bogom. Czczenie ich zostało zaś zabronione na mocy dekretów cesarza z 391 i 392 r. Zgodnie z ich postanowieniami rozegranie zawodów w Olimpii w 393 r. byłoby przestępstwem [4]. Chrześcijaństwo, zostając religią państwową Imperium Rzymskiego, nie mogło dopuścić, by poprzez sport szerzyło się pogaństwo [5]. 

Starożytne zmagania sportowców umiejscawiane były w sferze sacrum przez ówczesnych ludzi. Cała rywalizacja odbywała się ku czci bogów. Nawet nagroda – poza jej merkantylnym charakterem, który dochodził do głosu dopiero po zakończeniu czasu zawodów sportowych – w postaci gałązki a później wieńca laurowego, włączała trud atletów do sfery sacrum. Nagroda jako symbol wywodziła się bowiem z kultów ziemi, natury oraz kultu drzew. Za symbol kultowy uchodziła zarówno wśród sportowców, jak i widowni [6]. 

Umiejscowienie początków sportu w sferze sacrum odnaleźć można w teorii przedstawionej przez J. Krasnowolskiego, która w ciekawy sposób uzupełnia przywołane na początku pracy stwierdzenie M. Eliade o osobach pozornie areligijnych. Krasnowolski uznaje, że w początkowych etapach rozwoju ludzkości istniała tylko sfera sacrum. W niej zawierały się więc wszystkie przejawy życia człowieka – w tym także sport, jako element zabawy. Właśnie sport miał spełniać podobne funkcje do religii, czyli zapewniać przeżycie ekstazy oraz potrzebę wejścia w kontakt z Tajemnicą i Transcendencją, a co za tym idzie uzyskanie odpoczynku i oderwania się od napięć dnia powszedniego [7].
   
Sport współczesną religią
Związek sportu i religii zgodnie z koncepcją J. Krasnowolskiego (źródło własne).
Wraz z rozwojem ludzkości, zaczęło jednak rozwijać się odchodzenie od sfery sacrum, które realizowało się przez proces laicyzacji. W jego wyniku sport zatracił swoje pierwotne funkcje i przekształcił się w instytucję kulturową. Jednocześnie postępująca desakralizacja powoduje odchodzenie ludzi od religii. Zostaje ona usunięta ze sfery sacrum, w której pozostaje pustka [8]. Jednak zgodnie ze słowami Eliade
„człowiek świecki, czy tego chce, czy nie, zachowuje nadal ślady zachowań ludzi religijnych, tyle tylko, że ślady te pozbawił znaczenia religijnego” [9]. 
Miejsce po religii ma zająć właśnie sport. Zdaniem Krasnowolskiego sport przejmuje pewne funkcje psychospołeczne i kulturowe, które do niedawna były integralnie związane z religią. Wszystko dlatego, że sport i religia mają mieć wspólną genezę [10].  

Teoria przedstawiona przez Krasnowolskiego dobrze uzupełnia się z poglądami Eliade o braku ludzi całkowicie areligijnych, a jedynie zastępowaniu przez nich czynności religijnych ich namiastkami. Często znajduje to potwierdzenie w świecie sportu, gdzie powstanie „religii sportu” lub posługiwanie się symbolami religijnymi, można dostrzec w niektórych dyscyplinach. Najczęściej ma to miejsce w sytuacji, gdy w rywalizacji biorą udział drużyny a nie jednostkowi sportowcy. Związane jest to z faktem, że wraz z powstaniem klubów sportowych, możliwe stało się traktowanie ich jako namiastki religii. Czczenie konkretnego sportowca ograniczone jest ramami czasowymi, które wyznaczane są przez okres trwania jego kariery. Wraz z jej zakończeniem upada także kult sportowca. Co prawda możliwe jest wspominanie jego wielkich wyczynów, ale odebrana zostaje możliwość oglądania go w akcji i przeżywania nowych uniesień w związku z jego kolejnymi walkami o zwycięstwa.

Z sytuacją taką nie mamy do czynienia w przypadku klubów sportowych. Nie są one w sposób nierozerwalny związane z konkretnym sportowcem, trenerem czy działaczem. Ci przychodzą i odchodzą, a klub trwa dalej. W takim wypadku klub może być postrzegany jako transcendentna idea, swoisty byt, który nie jest ograniczony ramami temporalnymi. Jego historia ma wyznaczony punkt początkowy, ale bardzo trudne jest jej zakończenie [11]. Potwierdzają to przypadki z Polski, gdzie bliskie upadku były m.in. Zagłębie Sosnowiec i Hutnik Kraków. W obu przypadkach kluby przed zniknięciem ze sportowej mapy uratowali ich wyznawcy, czyli kibice, którzy przejęli obowiązki utrzymania klubów i zaczęli nimi kierować. To właśnie fani częstokroć traktują kibicowanie klubom jak formę religii, co potwierdzają przykłady ich zachowań. Nie brakuje w nich odwołań do religii i zachowań z nią związanych.

Skrajnym przykładem przenikania się rzeczywistości sportu i religii jest osoba argentyńskiego piłkarza Diego Maradony, który przez część swoich kibiców uznawany jest za boga. 30 października 1998 r. w Argentynie powstał nawet kościół Maradony – Iglesia Maradoniana. Jego historia sięga jednak do wydarzeń z 1986 r. Wówczas to podczas meczu Mistrzostw Świata w piłce nożnej (Mexico'86) Maradona strzelił Anglikom gola uderzając piłkę ręką. Po meczu przyznał zaś, że futbolówkę do bramki skierował sam Bóg. W Argentynie, gdzie piłka ma niemal sakralny charakter, takie słowa potraktowano dosłownie. Dodatkowo smaczku całemu zajściu dodawała fakt, że w ojczyźnie Maradony wciąż żywe były wspomnienia niedawnej wojny o Falklandy (Malwiny) pomiędzy Argentyną i Wielką Brytanią. Tak rozpoczął się proces przebóstwiania Maradony.


Dziś kościół wyznawców argentyńskiego piłkarza liczy ponad 100 tys. wiernych z ponad 60 krajów na całym świecie. Iglesia Maradoniana uznaje, że jej religią jest piłka nożna a jej bogiem Maradona. Do niego skierowane są też modlitwy wzorowane na ich katolickich odpowiednikach. Wyznawcy Maradony w swojej wersji modlitwy Pańskiej modą się następującymi słowami:

„Diego, który jesteś na stadionach
Święć się twoja lewa noga,
która przynosi nam twoją magię.
Niech twoje gole będą pamiętane
tak na ziemi jak i w niebie.
Daj nam trochę magii na co dzień,
wybacz Anglikom
jak i my wybaczamy
neapolitańskiej mafii.
Nie daj się złapać na spalonym
i uwolnij nas od Havelange i Pele.
Diego”

W katechizmie wyznawców Diego znajduje się także przerobiona wersja „Wierzę w Boga” i 10 przykazań Bożych. Już sam sposób w jaki diegorianie zapisują imię Maradony ma znaczenie religijne. Symbol D10S odnosi się do numeru 10, z którym grał Maradona i hiszpańskiego słowa dios, czyli Bóg. 

Z chrześcijaństwa zapożyczono także zwyczaj obchodzenia świąt Maradony. Każdego roku 22 czerwca (tego dnia w 1986 r. Maradona strzelił ręką gola Anglikom) świętowane jest „Las Pascuas Maradonianas”, czyli diegoriańska wielkanoc. W nocy z 29 na 30 października (30 października 1960 r. urodził się Maradona) obchodzone jest „Noche Buena y Navidad Maradoniana”, czyli wigilia i święta narodzenia Maradony. Od momentu narodzin argentyńskiego piłkarza jego wyznawcy liczą także czas. Obecnie mamy więc rok 53 AD (AfterDiego).

Podczas diegoriańskiego bożego narodzenia w ufundowanej przez wiernych kaplicy „Ręki Boga” odbywa się nabożeństwo, w którym czczona jest piłka w cierniowej koronie. Wnoszony jest także różaniec z 34 paciorkami, czyli liczbą goli, które Maradona strzelił dla reprezentacji Argentyny. Przyjęcie do Iglesia Maradoniana następuje po obrzędzie chrztu. Ten imituje zaś sposób w jaki Maradona strzelił w 1986 r gola Anglikom. Za swoją biblię wyznawcy Maradony uznają jego autobiografię pt. „El Diego”.

Do podobnych sytuacji, choć na zdecydowanie mniejszą skalę, dochodziło w Glasgow, gdy bramkarzem tamtejszego Celtic był Artur Boruc. Dla części kibiców Polak stał się „Świętym Bramkarzem”. Na przydomek „Holy Goalie” Boruc zapracował nie tylko swoimi udanymi interwencjami, ale przede wszystkim nieukrywaniem się ze swoją wiarą. Dodatkowo szkockie Glasgow podzielone jest pomiędzy katolickich fanów Celticu i protestanckich zwolenników Glasgow Rangers. Gdy więc Boruc uczynił znak krzyża i chodził w koszulce z podobizną Jana Pawła II po stadionie Rangersów szybko stał się idolem dla kibiców Celticu. Ich umiłowanie dla Polaka przejawiało się w piosenkach na jego cześć czy filmikach, w których Boruc ukazywany jest jako papież, a wokół jego głowy znajduje się aureola. 



Przytoczone powyżej przykłady dobrze ukazują przenikanie się religii i sportu. Jednak religijne podejście do klubów sportowych jest zdecydowanie częstszym przypadkiem niż wynoszenie sportowców do miana bogów. Zazwyczaj sprowadza się ono do wykorzystania zakorzenionych w kulturze i tradycji symboli, postaci i zachowań związanych z religią. Poprzez odwołanie się do nich kibice chcą ukazać swój pozytywny – utożsamiany z oddawaniem czci – stosunek do klubu, którego są sympatykami. W nawiązaniu do tego, niektórzy badacze uznają, że fanów można postrzegać jako wspólnotę niewidzialnej religii i różnicować ich ze względu na stosunek do bóstwa, czyli klubu. Przesunięcie akcentów zainteresowania z postawy zewnętrznej na wewnętrzne przeżycia kibiców, doprowadziło do podziału ich na fundamentalistów, ortodoksów, kibiców małej wiary, wierzących niepraktykujących, dewotów i ateistów [12]. Kryterium podziału jest poziom „religijności” fanów.

Motywy religijne należą do często pojawiających się na trybunach polskich stadionów piłkarskich. Wśród kibiców Legii Warszawa można spotkać osoby noszące podkoszulki z wizerunkiem Matki Boskiej ubranej w szatę w barwach Legii i podpisem „Matka Boska Łazienkowska”. Łazienkowska to ulica w Warszawie, przy której znajduje się siedziba Legii. Połączenie osoby Matki Boskiej z klubem piłkarskim można interpretować jako próbę przeniesienia boskiej czci na sam klub. Jest on wielbiony, jako depozytariusz tradycji kibicowskich i swoista idea skupiająca, charakteryzująca i określająca kibiców. Osoba Matki Boskiej ma zaś wskazywać, że tak jak katolicy czczą Maryję, tak kibic czci swój klub. Swego czasu na trybunach stadionu Legii można było też dostrzec osobę w podkoszulce z postacią stylizowaną na Jezusa. Postać posiadała twarz słynnego piłkarza Legii – Kazimierza Deyny. Całość wieńczył napis „Deyna moim Bogiem. Legia moją religią”.

Do kwestii związanych z religią kibice Legii odnosili się także w tzw. oprawach meczowych. Kilka lat temu zaprezentowali transparent z hasłem „Każdego dnia dziękuję Bogu, że jestem legionistą”. 10 października 2010 r., podczas towarzyskiego spotkania z holenderskim Den Haag, przygotowali zaś ogromną kartoniadę, której centralnym motywem była duża flaga (sektorówka) z wizerunkiem Jezusa Chrystusa. Całość dopełniał transparent „Boże chroń fanatyków”.


Kibice często określają też swoje kluby jako dary od Boga. Na fladze fanów Korony Kielce widnieje napis „Koronę dał nam Bóg”. Fani Legii na wlepskach informują, że „Bóg dał nam Legię, żeby nas jednoczyć”. Wśród sympatyków Górnika Zabrze wypatrzyć można zaś flagę z hasłem „Wyznawcy Górnika”. W takich sytuacjach kibic nie jest już tylko zwykłym sympatykiem drużyny. Przyjmuje rolę wyznawcy, którego wiarą jest jego klub. Ten zaś jest niezwykłego, bo boskiego pochodzenia. W ten sposób klub ukazany zostaje nie tylko jako idea transcendentna, ale – podobnie jak starożytne igrzyska olimpijskie – pochodzący od Boga.

Na stadionach pojawiają się także odwołania wprost zaczerpnięte z religii. Kilkanaście lat temu kibice Legii podczas meczu z Widzewem Łódź wywiesili transparent o treści „Mt 8, 24”. Odsyłał on do wersu z Ewangelii św. Mateusza. W przekładzie Biblii Tysiąclecia fragment ten brzmi:

„Nagle zerwała się gwałtowna burza na jeziorze, tak że fale zalewały łódź”

Domyślać się można, że fanom chodziło przede wszystkim o słowa „zalewały łódź” i poniżenie rywala, który pochodził z miasta Łódź. Przyznać jednak trzeba, że autor takiego pomysłu musiał dobrze znać treść Pisma Świętego. Podobnie ma się kwestia wykorzystania pieśni kościelnych przez kibiców. W latach 80 kibice Legii śpiewali przerobioną wersję pieśni „Słuchaj Jezu jak Cię błaga lud”. Z oryginału zachowana została melodia i część słów.

„Słuchaj Jezu jak Cię błaga lud,
słuchaj, słuchaj mistrza z Legii zrób.
My czekamy już…  lat,
Jezu, Jezu nadszedł chyba czas.”

Przytoczone powyżej przykłady, pokazują, że zarówno poglądy Krasnowolskiego jak i Eliade znajdują swoje potwierdzenie w świecie sportu. Z jednej strony obniża się poziom religijności współczesnego człowieka, ale z drugiej przejawy religijności prezentowane są na stadionach. Cały czas nie rozstrzygnięta pozostaje jednak wątpliwość czy jesteśmy świadkami procesu powstawania „religii sportu”, która pretendować będzie do zajęcia miejsca w sferze sacrum, czy też elementy religijne są zawłaszczane przez świat sportu przypadkiem. 

Nieprzywołanym jeszcze aspektem współistnienia rzeczywistości sportu i religii są sytuacje, w których na stadionach prezentowana jest rzeczywista religijność. Przykładem tego są kaplice, które powstają także na stadionach w Polsce. Są to miejsca, które pozwalają sportowcom na kontakt z Bogiem i powierzenie mu siebie, innych sportowców i losów zmagań o zwycięstwo. Często do opinii publicznej nie docierają też informacje o pracy kapelanów sportowych, którzy dla wielu sportowców pełnią równie ważną rolę, co właściwie dobrane metody treningowe. Wreszcie i sami sportowcy dają wyraz swojej religijności, gdy czynią znak krzyża czy dziękują Bogu za zwycięstwa lub proszą o siłę do właściwego przeżywania porażek. 

Przenikanie się świata religii i sportu pokazuje nam, jak ważną rolę w ludzkim życiu odgrywa jego duchowa strona. Dlatego cały czas nieodzowne jest stawianie sobie pytania, co sport daje ludziom? Co powoduje, że nawet bierne przyglądanie się zmaganiom sportowców przez widzów, okazuje się niekiedy bardziej atrakcyjne niż wiara w Boga? Poprzez poszukiwanie odpowiedzi na te pytania i dążenie do zrozumienia sportowców i kibiców, prowadzi droga do właściwego wykorzystania sportu do propagowania właściwych wzorców postępowania. 


Artykuł jest rozszerzoną i zaktualizowaną wersją artykułu "Kiedy sport staje się religią", który ukazał się w Warszawskich Studiach Pastoralnych nr 10/2009. s 71-89. Czytaj!


[1] Źródło
[2] Eliade M. (2008). Sacrum a profanum. O istocie sfery religijnej. Wydawnictwo Aletheia. Warszawa. s. 222.  
[3] Słapek D. (2010). Sport i widowiska w świecie antycznym. Wydawnictwo Homini. Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego. Kraków-Warszawa. s. 203-205.
[4] Głęboko zakorzenionych w tradycji greckiej zawodów sportowych nie można było jednak odwołać jednorazową decyzją cesarza. Badacze dowodzą, że wbrew dekretom Teodozjusza igrzyska trwały jeszcze wiele lat później. Por. Słapek D. (2010). Sport i widowiska... dz. cyt. s. 139, 667-669.
[5] Tamże. s. 138, 667-669.
[6] Krawczyk Z. (2000). Sport w zmieniającym się społeczeństwie. Akademia Wychowania Fizycznego Józefa Piłsudskiego. Warszawa. s. 30.
[7] Krasnowolski J. (1973). Sport współczesny a proces desakralizacji. [w:] Krawczyk Z. (1973). Sport w współczesnym społeczeństwie. Państwowe Wydawnictwo Naukowe. Warszawa. s. 83-102.
[8] Tamże.
[9] Eliade M. (2008). Sacrum a profanum... dz. cyt. s. 221.
[10] Krasnowolski J. (1973). Sport współczesny... dz. cyt. s. 83-102.
[11] Por. Antonowicz D. Wrzesiński Ł. (2009). Kibice jako wspólnota niewidzialnej religii. [w]: Studia Socjologiczne. nr 1/192/2009. s. 115-149/
[12] Tamże.

Print Friendly and PDF

Tomasz Janus

Sportowy fanatyk, który łączy pasję kibicowania i uprawiania nauki. Nieustannie poszukuje odpowiedzi na pytanie jak działa świat sportu, nauki, kibiców i biznesu. Więcej
    Blogger Comment
    Facebook Comment